Shining Moon Strona Główna Shining Moon
Forum strony Shining Moon

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Ring / Ringu / Krąg
Autor Wiadomość
Delacroix
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-25, 21:34   Ring / Ringu / Krąg

Temat tyczy się:

- Ring (Complete Edition) (1995) (film TV)
- Ring (1998) (film kinowy)
- Spiral (1998) (film kinowy, kanoniczny sequel)
- Ring 2 (1999) (film kinowy, niekanoniczny sequel alternatywny)
- Ring: Final Chapter (1999) (serial TV)
- Spiral (1999) (serial TV)
- Ring Virus (1999) (remake koreański)
- Ring 0: Birthday (2000) (film kinowy)
- The Ring (2002) (remake amerykański)
- Rings (2005) (kontynuacja remake'a amerykańskiego, krótkometrażowy)
- The Ring Two (2005) (kontynuacja remake'a amerykańskiego)
- Sadako 3D (2012) (kontynuacja wątków z sequela kanonicznego)
- Sadako 3D 2 (2013) (jw)
- Rings (2015) (poprzednio The Ring 3D, kontynuacja remake'a amerykańskiego, obecnie w produkcji)

Więc tak: na dzień dzisiejszy do obejrzenia zostały mi tylko seriale i zapowiadany Rings z 2015. Odświeżyłem sobie również ostatnio kanoniczną linię fabularną, tzn Ring 0 - Ring - Spiral - Sadako 3D 1 i 2. To i owo się uzbierało do opowiedzenia o filmie, który sprawił, że odżył gatunek horroru azjatyckiego, mało tego, filmy grozy z Dalekiego Wschodu uzyskały niebywały rozgłos na zachodzie. Moim zdaniem, jak najbardziej zasłużenie.

Więc tak: choć na logikę wypadałoby zacząć od oryginału, czyli Ringu z 1995, to ja to jednak odradzam. Mimo wszystko, to wersja z 1998 najbardziej daje po nerwach, choć jest w nieco mniejszym stopniu wierna literackiemu pierwowzorowi. Jest wyśmienicie zrealizowana: oszczędna aplikacja efektów specjalnych i stopniowe, nieubłagane narastanie napięcia i wstrząsający finał na długo pozostaną w pamięci widza. Zdecydowanie, film Nakaty z 1998 jest najlepszą częścią z całego uniwersum.

Opowieść z Ring (1995), Ring (1998), Ring Virus (1999), The Ring (2002) i w nieco mniejszym stopniu Ring: Final Chapter (1999) sprowadza się do tego, że dziennikarz lub dziennikarka dowiaduje się o istnieniu przeklętej kasety wideo siejącej śmierć wśród nastolatków, którzy jak ostatni durnie oglądają rzeczone filmidło, dając się podpuszczać... i faktycznie, giną po upływie tygodnia, jak w zegarku. Dziennikarz lub dziennikarka oczywiście ogląda filmik osobiście i zaczyna się wyścig z czasem. Następnego dnia do pomocy jest angażowany przyjaciel ze studiów, współpracownik lub były mąż (zależnie od wersji) i razem próbują badać zawartość taśmy i jej pochodzenie. Niedługo potem, film wpada w ręce młodej latorośli dziennikarza wzgl. dziennikarki, no i wtedy wyścig nabiera tempa...

Opisałem już, która z wersji tej historii jest IMO najlepsza, jednak nie można mieć wiele do zarzucenia telewizyjnej adaptacji z 1995. Jest... solidna. Nie pojmuję, czemu po dziś dzień nie ukazała się na DVD (dostępna jest tylko w Japonii, na VHS lub Laserdisc), ponieważ film nadal trzyma w napięciu i są w nim pokazane sceny, których w ogóle nie zekranizowano w 1998 (choćby "wypadek" na motorze, liczne sceny z doktorem Ikumą i Sadako), a ponadto jest ewidentnie dużo bardziej wierny oryginałowi. Na pewno sprzedałby się dobrze, jednak... no właśnie. Nie wiadomo w sumie, dlaczego nie doczekaliśmy się jego reedycji.

Jeżeli idzie o remake koreański z 1999, również jest solidny. Jeżeli nie przestraszy widza, to tylko chyba dlatego, że jest zbyt wierną kopią Ringu japońskiego z 1998. To jest niemal kubek w kubek ta sama historia, więc niespecjalnie może widza zaskoczyć.

Wśród remake'ów zdecydowanie prym wiedzie wersja amerykańska z 2002. W przeciwieństwie do Ring Virus, dodano to i owo (zaadaptowano kilka scen i wątków z Ring 2 z 1999, dodano szereg scen i wątków, które uczyniły historię bardziej przystępną dla publiczności zachodniej), nie psując jednak w większości klimatu całej opowieści. Dodatkowo, jest to jedyna - pomijając japoński film z 1998 - wersja tej historii, która doczekała się w pełni oryginalnych kontynuacji, nie bazujących w żaden sposób na dziele Koji Suzukiego, co wprowadza dodatkowy powiew świeżości. Dodam, że według mnie Rings z 2005 i The Ring Two z 2005 są według mnie nawet solidnie zrobione i - choć nie mogę nic o nich zanadto powiedzieć, żeby nie zaspoilerować - polecam gorąco zapoznanie się z nimi.

Wracając znów do japońskiego filmu z 1998, doczekał się on dwóch sequeli. Jeden był kręcony jednocześnie z Ringiem i ukazał się zaraz po nim, a jest to Spirala. W Polsce ukazała się jedynie raz (w 2003r na Canal+, z polskim lektorem - czy ma ktoś tą wersję nagraną?), ale z uwagi na złe wyniki frekwencji w kinach i sprzedaży DVD, pojawił się sequel całkiem alternatywny, o tytule Ring 2. Tam, zamiast uśmiercić dwoje z głównych bohaterów Ringu z 1998, pozostawiono ich przy życiu i osnuto zupełnie nową opowieść, w nieco inny sposób wyjaśniając pochodzenie i naturę klątwy - i choć historia ta zdaje się bardziej logiczna i poukładana, nie jest jednak brana pod uwagę w najnowszych produkcjach, sprowadzona więc zostaje do roli ciekawostki. Seans z Ring 2 nie pozostawi widza zawiedzionym, jednak aby zrozumieć niektóre wątki poruszane w Sadako i Sadako 2, trzeba zmierzyć się z Rasen.

Podobnie, jak w Ring 2, pierwsze skrzypce w roli kobiecej gra asystentka Takayamy i jego kochanka, Mai Takano. Tutaj jednak stanowi jedynie tło, a na pierwszy plan wysuwa się mężczyzna, doktor Mitsuo Ando, pogrążony w żałobie po tragicznej śmierci syna. Wezwany do kostnicy, aby wziąć udział w sekcji kolegi ze studiów, dowiaduje się o klątwie Sadako i - jak na samobójcę przystało - ogląda kasetę.

I tu następuje brutalny szok: Sadako, tragicznie zmarła dziewczyna, która stoi za przeklętym filmem, objawia się doktorowi - i widzowi - jako zmysłowa femme fatale i zamiast telefonem, klątwę przypieczętowuje pocałunkiem. Już samo to wprowadza zamęt, nadając starciu Ando z mściwym duchem zupełnie innego charakteru, niż wyścig z czasem Asakawy, który/a nie wiedział/a nawet, z kim się mierzy. Kolejną zagadką są również ofiary klątwy: teraz giną w zupełnie inny sposób, z przyczyn czysto medycznych - jakiś zator w sercu, jakiś wirus... a nawet nie obejrzeli kasety. Choć film ciężko zrozumieć, bo ekspozycja jest po prostu koszmarna (w złym sensie, w pewnym momencie jest wręcz przesyt informacji, brutalny szok w porównaniu z Ringiem, a przy tym informacje te są strasznie złożone), to kilka minut zastanowienia, w połączeniu z szokującym zakończeniem, przysparza nielichych emocji.

Kolejna pozycja, czyli Ring 0: Narodziny, to z kolei prequel. Formalnie to horror, ale o wiele bardziej pasowałoby do niego określenie "dramat". Film nie jest straszny, lecz bardzo, bardzo smutny. Sadako nie jest jeszcze złośliwą kusicielką ze Spirali, ani nawet tajemniczą, nieuchwytną zjawą z Ringu, lecz zwyczajną dziewczyną, a jednocześnie debiutującą, utalentowaną aktorką, która ma tego pecha, że obdarzona jest zdolnościami paranormalnymi. Nietrudno domyśleć się, jaką niespodziankę zrobi jej zazdrosna ekipa, zwłaszcza że na planie podczas prób doszło do kilku zgonów, a podejrzenie pada właśnie na Sadako. Tak, finał przywiedzie na myśl Carrie, ale Carrie zrobioną całkowicie na japońską modłę. I tuż przed napisami końcowymi ręczę wam, że łezka pójdzie. Albo dwie.

W Sadako 3D i jej kontynuacji (bazowanej na powieści "S", nie wiedzieć czemu z pominięciem "The Loop", nigdy nie sfilmowanego), klątwa przeniosła się na współczesne nośniki przekazu. Teraz nie ma już kaset ani dzienników, przekleństwo Sadako rozprzestrzenia się przez internet, a konkretnie przez japoński odpowiednik YouTube - NicoNico. Tutaj nie ma też terminu siedmiu dni. Po prostu obejrz film, a zginiesz.

Głównymi bohaterami tej opowieści są dzieci bohatera "Spirali", czyli Takanori Ando i jego siostrzyczka Fuko (nie było jej widać w rzeczonym filmie), a także narzeczona tego pierwszego, nauczycielka Akane. Ich przeboje z przeklętym filmidłem można opisać mniej więcej tak:

...za dużo efekciarstwa. Przerost formy nad treścią. Owszem, Sadako 3D i jej drugą część ogląda się w miarę przyjemnie i nie ma nudy, ale Japońce chyba zdurnieli, bo zrobili film zanadto na modłę amerykańską, czyli jednorazowe skocz-strachy (jump-scare) i nic poza tym. Jedyne emocje odczułem, gdy w pewnym momencie Akane weszła w bliższy kontakt z Sadako w ostatniej półgodzinie pierwszego filmu, a w drugiej części, gdy Fuko - obawiając się nadprzyrodzonej natury maleńkiej siostrzenicy - postanawia ją w końcu uśmiercić (czy to zrobi, czy nie, sami się przekonajcie). Ta ostatnia scena - zwłaszcza jej finał - za każdym razem doprowadza mnie do wzruszenia.

Na temat seriali z 1999 nie mam zdania. Nie widziałem ich jeszcze, po prostu. Ogólnie jednak zachęcam do wymiany poglądów na temat tej serii, bo trudno o lepszy przykład klasyki horroru azjatyckiego.
 
 
kero 
Fanka



Ulubione postaci z SM: Sailor Pluton
Seiya czy Mamoru?: Mamoru
Ulubiony utwór z Anime: Dużo ich
Posty: 261
Skąd: Polska
Wysłany: 2015-09-25, 23:08   

A książkę przeczytałeś ? Ja mam obejrzane 1 i 2 oraz 0 a amerykańskiej wersji nie byłam w stanie obejrzeć ;-)
 
 
Delacroix
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-25, 23:38   

Przeczytałem pierwszy tom, który wyszedł u nas po polsku, w planach mam nadrobienie całej serii aż po Tide, już po angielsku.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group