Shining Moon Strona Główna Shining Moon
Forum strony Shining Moon

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Źle się dzieje w Kryształowym Tokio
Autor Wiadomość
SockPuppet
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-03, 19:25   Źle się dzieje w Kryształowym Tokio

No więc~Zaczęłam pisać fanfik SM~Na razie to są tylko takie krótkie, niepowiązane epizody, ale może później zaczną się zazębiać. Na razie wstawiam dwa króciutkie rozdzialiki, ale już wieczorem spróbuję wrzucić kolejny, trochę dłuższy. Nie obiecujcie sobie po tym zbyt wiele~

AKT I

Asahi Shinbun~Dziennik Porannego Słońca


Nowa Królowa Serenity siedziała w komnacie przy stoliku i czytała wczorajszy numer Asahi Shinbun. Komnata miała jakąś specjalistyczną, oficjalną nazwę, ale i tak od dawna nikt jej nie pamiętał i przeważnie wszyscy mówili po prostu „komnata-ta-wiesz-co-tam-jest-ta-szafa-co-wiesz”. Szafy w tej komnacie też od dawna nie było, ale nazwa była chwytliwa i pozostała. Obecnie w komnacie stał stolik do brydża, kredens i jeszcze jeden stolik, przy którym siedziała Serenity i czytała Asahi Shinbun. Właściwie nie była to komnata w pełnym tego słowa znaczeniu, raczej coś w rodzaju dużego gabinetu.
- Pyza, nie widziałaś mojej maszynki do golenia? – dobiegł z łazienki głos Króla Endymiona.
- Chibiusa ją pożyczyła dziś rano, kochanie – odkrzyknęła Serenity. – Powiedziała, że chce ogolić nogi swojej Barbie, nie mogłam jej odmówić.
- Dobrze, to czym ja się teraz ogolę?
- Nie wiem. Coś wymyślisz, skarbie, jesteś mężczyzną.
- Powiedz jej, żeby oddała!
- Sam jej to powiedz – oparła beznamiętnie Serenity i przewróciła stronę. – O zobacz, słuchaj: „Akcja ujęcia groźnego bandyty zakończyła się niepowodzeniem...Piraci nadal terroryzują szlak morski między Okinawą a...(nie mogę przeczytać tego drugiego...u...umlauf?)...Terroryści zhackowali stronę Ministerstwa Obrony...Hakerzy zpiracili najnowszą płytęSuper Juniora...”. No ja nie mogę, co oni w tym wojsku myślą, że robią?
- Właściwie to nie jest wojsko, tylko Siły Samoobrony. Pamiętasz, po drugiej wojnie Amerykanie zabronili nam posiadać wojsko...
- Ależ Ameryka też jest pod naszą władzą, pysiaczku! I to już od bardzo dawna. Dlaczego jeszcze nikt nie zmienił tego dziwnego przepisu?
- Przez zasiedzenie, Pyza, tak myślę. To by wymagało dużo czasu i wysiłku, żeby przepchnąć taką zmianę w prawie przez cały system legislacyjny, a potem jeszcze wprowadzić w praktyce we wszystkich instytucjach, a faktyczny efekt byłby żaden. Nie opłaca się. Bo różnica między armią a Siłami Samoobrony to w tej chwili jest wyłącznie nominalna. A Jankesi czują się docenieni.
- Niech będzie – westchnęła Królowa. - Mamor, no powiedz, dlaczego ludzie są tacy niedobrzy? Nagle zmieniła temat. Królowa miała dość irytujący zwyczaj przerywania rozmowy, kiedy pojawiało się w niej zbyt dużo skomplikowanych słów, i kierowania jej zupełnie na inne tory. – Dlaczego wciąż krzywdzą innych, dlaczego nie chcą otworzyć serc na prawdziwe dobro?
- Nie znasz się na polityce – uciął Król Endymion, wychylając się z łazienki w liliowym aksamitnym szlafroku.
- Ja się nie znam?! Ja się nie...ja tutaj rządzę, a nie ty! – Królowa z impetem odłożyła gazetę na stolik i spojrzał na męża niemal z odrazą. - I że się nie znam...Lepiej zajmij się sobą, a najlepiej idź i dryndnij do tych z Asahi i poradź im, żeby skończyli z tymi łamańcami językowymi, bo nie bardzo wiadomo, o co im tak naprawdę chodzi. Ja tutaj rządzę!
***

AKT II

Reine Michele~Ostatni klient Krwawej Królowej

- Kobiety... – powtórzył machinalnie ostatni tego wieczoru klient Taverny Królowa Michelle. W białym dresie i podkutych laczkach, pochylając się nad na wpół opróżnionym kielonkiem, połyskującym diamentowo w świetle okopconej lampki, wyglądał naprawdę lirycznie. Z głośnika w kącie flegmatycznie sączyła się jakaś płaczliwa enka.
- No czy źle by jej ze mną było? Ja jej chciałem nieba przychylić! Ja to wszystko dla niej...Zapożyczyłem się jak ostatni frajer, żeby tylko dobrze przed nią wypaść, winko specjalnie sprowadzałem z tego tam...I jeszcze taką kieckę jej sprawiłem, pan wie, taką jak na obrazie Muchy – to mówiąc, jegomość w białym dresiku rozgniótł drepczącą po blacie muchę odjętym od ust kielonkiem, aż zachlupała wypełniająca go przeźroczysta ciecz. Na jego nieszczęście, nie była to mucha, lecz karaluch. Wielki, upasiony, fioletowy karaluch, który w ogóle się nie przejął zamachem na swoje życie, tylko bezczelnie roześmiał się niedoszłemu oprawcy prosto w twarz piskliwym, nightcore’owym śmiechem, po czym dał dyla w niezidentyfikowanym, głównie z powodu monotonii i ogólnej niedookreśloności otoczenia, kierunku. Jegomość w dresie zaklął pod nosem, po czym ponownie uniósł kieliszek i wysiorbał kolejny łyczek.
-A ona i tak wolała tego pajaca w smokingu! – Westchnął z rezygnacją, przyglądając się swojemu odbiciu w przeźroczystej tafli trzymanego w dłoni utensylium, na dnie którego pozostała jeszcze odrobina trunku. – Czy ja może mam coś nie tak z twarzą?
- Wiesz pan – zaczął barman, jowialny łysol w rzeźnickim, nie wiedzieć czemu, fartuchu. – Ja się może nie znam, ale nie myślałeś pan kiedyś, żeby pójść do dermatologa z tą krostą na czole? Kobiety zwracają uwagę na takie szczegóły.
- To nie jest krosta! –osobnik w dresie gwałtowniesię wyprostował i spojrzał barmanowi głęboko w oczy. Jego urażone spojrzenie wyrażało więcej niż tysiąc słów – To jest znak Czarnego Księżyca! – oznajmił z wyraźnym wzburzeniem, dopił swoją wódkę, po czym wstał i chwiejnym krokiem skierował się do wyjścia z przybytku. Próbował też ostentacyjnie trzasnąć drzwiami, ale niewcześnie przypomniał sobie, że drzwi Taverny już jakiś czas temu zostały, w skutek bardzo niefortunnego incydentu, wyrwane z zawiasów i od tego czasu leżały na kupie desek i plastikowych prętów, piętrzącej się w miejscu zwiniętego na zimę ogródka piwnego.
- No takie buty... – powiedział do siebie barman i stuknął paznokciem w pusty już kielonek, który zabrzęczał melodyjnie. – Tyle lat znam Siwego i zawsze myślałem, że to krosta – zamyślił się, patrząc, jak w ciemności rozpływa się ostatni tego wieczoru klient Taverny Królowa Michelle.
***
Ostatnio zmieniony przez 2015-09-01, 20:30, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
magusia 
Wiedźma M*



Ulubione postaci z SM: Usagi, Minako
Seiya czy Mamoru?: Endymion
Ulubiony utwór z Anime: Princess Melodies
Posty: 932
Skąd: Z Księżyca
Wysłany: 2014-02-03, 22:21   

Przyznam, że mas Sock talent...czekam na więcej :*
_________________
"Life is simple. You make choices and don't look back..."
"Najlepsze w czytaniu jest to, że uciekasz ze swojego życia, możesz przeżyć setki, a nawet tysiące innych żyć".
Jak kraść to miliony, jak kochać to księżniczki...
Loża Ciemnych Czarownic.
Liga M

* "Wiedźma" - zastrzeżona
 
 
Eragon 
Lord



Ulubione postaci z SM: Usagi,Mako,Hotaru i Endymion
Seiya czy Mamoru?: Endymion
Ulubiony utwór z Anime: La Soldier
Posty: 418
Skąd: Srebrne Milenium
Wysłany: 2014-02-04, 07:41   

Fajne czekam na ciąg dalszy
 
 
Annorelka 
Myśli inaczej


Ulubione postaci z SM: anime!Chibiusa i anime!Mamoru
Seiya czy Mamoru?: patrz wyżej.
Ulubiony utwór z Anime: Moon Revenge
Posty: 1691
Skąd: Toruń
Wysłany: 2014-02-04, 09:24   

Jeden z najlepszych fików humorystycznych jakie czytałam, a to dopiero początek! :D
_________________

Źródło: http://vk.com/club39637650
 
 
SockPuppet
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-04, 12:31   

Trzeci rozdział. On jest dość długi~

Obawiam się, że niektóre momenty mogą być trochę niezrozumiałe dla osób, które nie znają Kuroshitsuji i Madoki...

AKT III

Soul Gem - Klejnot wysokiego ryzyka

„Tylko ty możesz tego dokonać, Tsukino Usagi!”- Usagi stała nad brzegiem czegoś, co przypominało urwisko. Cały znany jej świat, ba, cała rzeczywistość, rozsypała się w drobne kawałki o surrealistycznych kształtach, krążące w przestrzeni głębokiego, napawającego pierwotnym lękiem bezkresu. Usagi stała na jednym z niewielu większych i w miarę stabilnych skupisk materii, które ostały się wśród chaosu i powszechnej destrukcji. Nie była nawet w stanie stwierdzić, czy otacza ją ciemność czy też światło. W oddali majaczyła ciemna, złowroga sylwetka, postać jakby ludzka, ale nie do końca. Znajdowała się bardzo daleko, a unoszący w powietrzu, o ile można to jeszcze nazwać powietrzem, pył z obróconych w niwecz gwiazd i planet znacznie ograniczał widoczność, jednak Usagi odnosiła wrażenie, że owa postać jest swego rodzaju epicentrum, wokół którego wirowało, niczym planety wokół Słońca, wszystko inne. Tylko skała (czy cokolwiek to było), na której stała Usagi była nieruchoma, choć może było to tylko złudzenie, bowiem w tym dziwnym świecie wszystko poruszało się w zupełnie niezrozumiały sposób i nie sposób było wypatrzeć jakikolwiek punkt odniesienia.
-Tylko ty możesz tego dokonać, Tsukino Usagi! Zawrzyj ze mną kontrakt, aby zdobyć moc, dzięki której będziesz mogła ocalić wszystko, co kochasz! – Usagi zdawa sobie sprawę, że ktoś za nią stoi, i to najwyraźniej już od jakiegoś czasu. Odwróciła się. Jej oczom ukazał się sztywny jak kij od szczotki, wykrochmalony, czarnowłosy dżentelmen w idealnie skrojonym, staromodnym czarnym fraku, lśniących skórzanych półbutach i białych rękawiczkach. Wyglądał ze wszech miar profesjonalnie, ale w jego uśmiechu było coś niepokojącego.
- Kontrakt... – powtórzyła Usagi z pytaniem w głosie.
- Tak. Na jego mocy ja zostanę twym wiernym sługą i pomogę ci odkryć wielką moc, która jest w tobie – uśmiech wyfraczonego jegomościa stopniowo stawał się coraz bardziej niepokojący i, poniekąd, coraz bardziej pretensjonalny. – W zamian, gdy nadejdzie czas, ty oddasz mi -
- ...moją duszę, tak? - domyśliła się Usagi.
- Mogłabyś pozwolić mi dokończyć? – zniecierpliwił się jej rozmówca. – Ja zostanę twoim wiernym sługą, a ty w zamian, gdy nadejdzie czas, oddasz mi swojego kota! – oznajmił z mocą. Usagi dopiero teraz zorientowała się, że przez cały ten czas w milczeniu przyglądała im się siedząca nieco na uboczu Luna.
- Luna...? – wyszeptała Usagi.
- Jeśli moje poświęcenie to jedyny sposób, by ocalić świat, nie zawaham się z pokorą przyjąć swego przeznaczenia – oznajmiła kotka. – Księżniczko, wiedz, że służenie ci do samego końca było dla mnie największym zaszczytem.
- Luna?! – jęknęła Usagi z głębokim wzruszeniem.
- Świat cię potrzebuje, Księżniczko. Ja już zaakceptowałam swój los. Musisz być silna!
Usagi chwilę stała w milczeniu, zaciskając pięści.
- Zgadzam się! – oznajmiła w końcu. – Chcę zawrzeć z tobą kontrakt.
Pan we fraku wystudiowanym gestem uniósł prawą rękę i wykonał kilka drobnych ruchów, przywodzących na myśl prestidigitatora przymierzającego się wyciągnięcia królika z kapelusza. I rzeczywiście, po chwili, nie wiadomo skąd, w jego ręce pojawił się dziwny obiekt wielkości kurzego jaja. Usagi mogłaby przysiąc, że wyfraczony wyciągnął to coś prosto z jej klatki piersiowej, ale nie była pewna, skąd brało się to przeświadczenie.
- Co to jest? – zapytała z lekkim niepokojem.
- To Klejnot Duszy – wyjaśnił naukowym tonem jej rozmówca. – Źródło potężnej i legendarnej mocy, która od zawsze była w tobie. Teraz została uwolniona i dzięki niej będziesz mogła ocalić wszechświat. Ośmielam się prosić cię, abyś pozwoliła mi towarzyszyć ci w tej walce, jako słudze wiernemu twym rozkazom.
Usagi nieco speszyła się tą przemową.
- Jak się nazywasz? – zapytała w końcu po chwili nerwowego milczenia, jednocześnie chwytając cały czas wiszący w powietrzu klejnot. Wydawał się być zrobiony z plastiku.
- Będzie dla mnie zaszczytem nosić imię, jakie nada mi moja Pani – oznajmił wyfraczony kurtuazyjnie, zginając się w sztywnym, niemal mechanicznym ukłonie.
- Pani...Czyli ja? – znowu zapytała Usagi. W oczach swojego świeżo upieczonego sługi zobaczyła wyraźne potwierdzenie. – I mam ci wymyślić imię? Pomyślmy...Może będziesz się nazywał Jan? To doskonałe imię dla służącego – zaproponowała wyraźnie stremowana Usagi, ale świeżo upieczony sługa skrzywił się z dezaprobatą.
- To takie banalne i oklepane! A poza tym we wszystkich dowcipach służący nazywa się Jan...Będą się ze mnie śmiać! – stwierdził. Usagi strapiła się.
- To może...Będziesz nazywał się...Sebastian! – Usagi nie bardzo wiedziała, skąd przyszedł jej do głowy ten pomysł, ale uznała, że Sebastian to też bardzo dobre imię dla sługi. – A teraz...Teraz musimy uratować świat! – oznajmiła zdecydowanym tonem, poznając po minie, że jej nowy służący nie ma nic przeciwko byciu Sebastianem.
- Nie mogę uwierzyć, że znowu to zrobiłaś, Tsukino Usagi!

Obraz świata rozmył się i pociemniał. Po chwili z ciemności wyłoniła się twarz wychowawczyni, pochylającej się nad jej ławką. Usa poczuła na sobie świdrujące i pełne wyrzutu spojrzenie. Ostrożnie rozejrzała się dookoła. Reszta klasy wpatrywała się w nią z zażenowaniem. Makoto nerwowo chichotała pod nosem, a Ami rumieniąc się, spuściła wzrok, zupełnie jakby to ją przyłapano na spaniu w trakcie lekcji.
- Wracając do tematu – wychowawczyni odmaszerowała pod tablicę, ku wielkiej uldze Usagi. – W 1707 roku Jan Sebastian Bach zatrudnił się jako organista w kościele św. Błażeja w Thüringen. Myślałam, że skończymy dzisiaj ten temat, ale wygląda na to, że będziecie musieli sami doczytać sobie o Bachu z podręcznika. Teraz przejdę do następnej, bardzo ważnej sprawy. Chciałabym przedstawić wam nową koleżankę, która od dziś będzie chodziła do naszej klasy. Wejdź proszę – rzuciła w kierunku drzwi. Chyba już niepotrzebnie, gdyż nowa koleżanka wkroczyła do sali od razu, jak tylko usłyszała, że mówią o niej.
- Dzień dobry, nazywam się Róża Zarąbajłło, wczoraj przyleciałam do Japonii, miło mi was poznać, będę się uczyć w tej klasie, mam nadzieję, że ze wszystkimi z was się zaprzyjaźnię – wyrecytowała pulchna kawaii dziewczynka o przylizanych, czarnych włosach do pasa i dużych fiołkowych oczach utkwionych w niezidentyfikowanym punkcie w przestrzeni.
- Róża przeniosła się do nas z Polski. Proszę, bądźcie dla niej mili i nie zadawajcie jej dziwnych pytań – wytłumaczyła wychowczyni, podczas gdy nowa bezskutecznie próbowała napisać swoje imię katakaną na tablicy. Po kilku nieudanych prób poddała się i pozwoliła zrobić to za siebie wychowczyni.
„Nowa uczennica z jakiegoś egzotycznego państwa w Ameryce Łacińskiej, która w środku semestru z dnia na dzień przepisuje się do mojej klasy” pomyślała Usagi, która zdążyła już całkiem oprzytomnieć. „Na pewno jest szpiegiem albo asasynem, pracuje dla jakiejś złowrogiej organizacji i planuje zabić dużo ludzi, podbić świat i odebrać mi Mamora. Niedoczekanie” Usa wpatrywała się z zaciętą miną w nową, która cały czas stała pod tablicą, bujając się beztrosko na podeszwach butów, dopóki nauczycielka nie wskazała jej ławki, w której nowa skwapliwie zajęła miejsce. Trzeba przyznać, że miała dużo szczęścia, gdyż klasa była wypełniona po brzegi i dopiero niedawno zwolniło się jedno miejsce. Poprzednio zajmował niejaki Satō-kun, który jednak w zeszłym tygodniu spadł ze schodów w jakiejś opuszczonej fabryce na obrzeżach miasta, po czym trafił do szpitala i nic nie wskazywało, żeby miał go w najbliższym czasie opuścić. Nowa wygodnie usadowiła się na jego krześle i zaczęła wyciągać przybory szkolne: cały plik nowiutkich zeszytów, wieczne pióro, cyrkiel, ekierkę, duży piórnik ze starannie zatemperowanymi kredkami w kilkunastu kolorach, nożyczki, klej w sztyfcie; słowem – wszystko, czego potrzebuje ucznnica liceum na lekcji historii muzyki.
- Od początku zdawałam sobie sprawę, że nie zdążymy dokończyć tego tematu, ale wolałam zająć się koleżanką Zarąbajłło podczas lekcji na zastępstwie – oznajmiła beznamiętnie wychowawczyni. – Zostało pięć minut do dzwonka. Nie musiałaś się rozpakowywać.
***
- Dlaczego przeniosłaś się do Japonii?
- Myślałam, że Europejki mają jasne włosy! A ty wyglądasz prawie jak Japonka...
- Ale i tak jesteś śliczna!
- Masz takie ładne powieki!
- Chciałabym takie...
- Mogę dotknąć?
- Widziałaś na żywo Chopina?
- Jaki on jest?
Trwało przesłuchanie. Róża siedziała na ławeczce na korytarzu i spokojnie przeżuwała kanapkę z baleronem, a wokół niej zgromadziły się wszystkie klasowe pokemony i zadawały jej rozmaite pytania, na które ona odpowiadała zdawkowo między jednym kęsem i drugim. Zresztą niezbyt wyraźnie, bo mówiła z pełnymi ustami. Przeważnie odpowiadała „tak”, „nie” lub „nie wiem”. Nigdy nie patrzyła też w twarz osobie, do której aktualnie mówiła, tylko cały czas wpatrywała się w przestrzeń. Usagi, która przypatrywała się tej scenie z pewnego oddalenia pomyślała w pewnym momencie, że ta nowa może być jakimś robotem, przysłanym do jej szkoły przez kogoś na pewno bardzo złego, ale po chwili zastanowienia doszła do wniosku, że to niemożliwe, bo ten bardzo zły ktoś musiałby zdawać sobie sprawę, że strzela sobie w stopę, posługując się robotem, który tak kiepsko naśladuje człowieka.
- Źle się czuję. Kręci mi się w głowie. Źle znoszę podróże samolotami. Nie lubię samolotów. Zaszkodziła mi zmiana diety – wyrzuciła z siebie Róża. Usagi wyczuła swoją szansę.
- Może zaprowadzić cię do pielęgniarki? – zapytała z promiennym uśmiechem, łokciami torując sobie drogę wśród ciasno stłoczonych pokemonów, po czym, nie czekając na odpowiedź, złapała nową za rękę i pociągnęła ją w głąb korytarza. Teraz mogła wreszcie porozmawiać z nią w cztery oczy. Musiała dobrze to rozegrać. Zaprowadziła Różę w tą część szkolnego budynku, gdzie, z racji bliskiego sąsiedztwa gabinetu dyrekcji, zapuszczało się niewielu śmiałków z grona uczniowskiego. Teraz były zupełnie same. Usagi wyczuła moment. Odwróciła się gwałtownie i spojrzała nowej prosto w oczy, co okazało się dość trudne, gdyż ta właśnie zrobiła zeza. Usagi miała już wygłosić płomienną jeremiadę, ale nagle zdała sobie sprawę, że w gruncie rzeczy nie ma żadnych podstaw, by żywić jakiekolwiek podejrzenia wobec nowej. Ostatecznie to, że zmieniła szkołę w środku semestru, nie musiało od razu oznaczać, że ma jakiekolwiek niecne zamiary, nawet, jeśli przyjechała z jakiegoś tajemniczego państwa, które Usagi aż do tej pory zawsze uważała za fikcyjną krainę wymyśloną przez Riyoko Ikedę na potrzeby jej mangi „Aż do nieba – Tajemnicza historia Polski”. Usagi naraz zrobiło się bardzo głupio, że bezpodstwawnie podejrzewała nową koleżankę o bardzo złe rzeczy.
- Chcesz Pocky? – wydukała w końcu, mocno speszona.
- Bardzo chętnie. Masz Pocky?
- Nie - Usagi zdała sobie sprawę, że powiedziała coś głupiego.
- Kupić ci Pocky? – zapytała Róża wolno i wyraźnie, przyglądając się Usagi z troską.
- Nie...U nas w szkole nie ma automatów z żarciem. Zresztą i tak nie wolno kupować jedzenia w trakcie trwania zajęć. Jeśli ktoś nie przyniesie z domu obento, to nie będzie mógł kupić nic innego, dopóki nie skończą się lekcje – Usa poczuła, że traci kontrolę nad rozmową.
- Masz obento? – zapytała nowa z zainteresowaniem. Usagi czuła się coraz bardziej nieswojo.
- Mam...
- Pokaż! – poprosiła Róża.
Podejrzenia Usagi powróciły ze zdwojoną siłą. Nowa chciała nie tylko podbić świat i skraść jej Mamora, ale jeszcze zjeść jej bento! Niech nie myśli, że ujdzie jej to na sucho! Figę dostanie, a nie bento! Z drugiej strony, Usagi wiedziała, że jeśli nowa zorientuje się, że jej zamiary zostały przejrzane, to Usagi straci całą naturalną przewagę, jaką zyskała dzięki swojej przenikliwości. Wyglądało na to, że będzie musiała poświęcić swoje bento dla większej sprawy. Po chwili wewnętrznej walki wyciągnęła bento z torby, otworzyła je i podała Róży. Ta chwilę przyglądała się z uwagą zawartości pudełka, po czym oddała je Usagi w nienaruszonym stanie.
- Myślałam, że w waszych obento są obrazki ułożone z warzyw, sera i jajek na twardo – stwierdziła Róża. Wyglądała na nieco rozczarowaną.
- Moja mama nie jest aż taka utalentowana – jeszcze bardziej speszyła się Usagi. Czuła się teraz naprawdę podle. Po raz kolejny jej podejrzenia okazały się chybione. W dodatku przypomniała sobie, że gabinet pielęgniarki jest dokładnie w przeciwnym kierunku niż ten, w którym prowadziła koleżankę. Przez chwilę stała w milczeniu, patrząc w podłogę.
- Już czuję się lepiej. To było tylko chwilowe pogorszenie samopoczucia. Przepraszam. Nie chciałam cię fatygować. Pójdę już – odezwała się w końcu Róża i, zanim Usagi zdołała pozbierać myśli, ukłoniła się i skierowała do klasy, w której według planu odbywała się następna lekcja. Usagi cały czas stała stropiona na środku korytarza. Sposób, w jaki siła odśrodkowa rozwiała włosy nowej, gdy odwracała się, by odejść wydawał jej się ze wszech miar podejrzany.
Ostatnio zmieniony przez 2015-09-01, 20:31, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Minky 


Ulubione postaci z SM: Minako, Queen Serenity
Seiya czy Mamoru?: Mamoru
Ulubiony utwór z Anime: Kaze mo, sora mo, kitto
Posty: 130
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2014-02-04, 12:52   

Sebastian to bardzo dobre imię dla służącego. I dla psa*. :)

*uprzejmie prosi się wszystkich Sebastianów o nie odbieranie tego niskiej jakości żartu do siebie. :)
 
 
SockPuppet
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-04, 12:58   

Ależ w mandze Kuroshitsuji, główny bohater w pewnym momencie wyznał, że wymyślił to imię, bo przedtem tak nazywał się jego pies. Ale Usagi kierowały chyba inne motywy...
 
 
Minky 


Ulubione postaci z SM: Minako, Queen Serenity
Seiya czy Mamoru?: Mamoru
Ulubiony utwór z Anime: Kaze mo, sora mo, kitto
Posty: 130
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2014-02-04, 15:04   

O to dokładnie mi chodziło, Sock. :)
 
 
Setsuna-san 
Herbaciarka ;)



Ulubione postaci z SM: Usagi, Setsuna, Luna
Seiya czy Mamoru?: Mamoru
Ulubiony utwór z Anime: Moonlight Densetsu
Posty: 319
Skąd: z Południa
Wysłany: 2014-02-04, 19:40   

Właśnie przeczytałam i bardzo mi się podoba :mrgreen: Świetne!!
Ile przewidujesz rozdziałów Sock???
_________________
Serdecznie zapraszam na moje strony o kartach kolekcjonerskich Sailor Moon:
http://pluto-collection.jimdo.com
http://pluto-collection2.jimdo.com

 
 
SockPuppet
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-04, 20:43   

Nie wiem!
 
 
magusia 
Wiedźma M*



Ulubione postaci z SM: Usagi, Minako
Seiya czy Mamoru?: Endymion
Ulubiony utwór z Anime: Princess Melodies
Posty: 932
Skąd: Z Księżyca
Wysłany: 2014-02-04, 20:51   

Łojej, Sock, ależ się rozpisałaś :*

Gratuluje talentu ;-)
_________________
"Life is simple. You make choices and don't look back..."
"Najlepsze w czytaniu jest to, że uciekasz ze swojego życia, możesz przeżyć setki, a nawet tysiące innych żyć".
Jak kraść to miliony, jak kochać to księżniczki...
Loża Ciemnych Czarownic.
Liga M

* "Wiedźma" - zastrzeżona
 
 
SockPuppet
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-05, 11:37   

Kolejny rozdział~Tym razem trochę krótszy. Będzie więcej z mojej wizji Kryształowego Tokio. W fandomie najczęściej spotykałam się z dogmatem, że Inner Senshi będą miały córki i że te córki też zostaną Sailorkami. Nie żebym jakoś specjalnie starała się iść pod prąd...Samo tak wyszło. W tym rozdziale będzie dużo polityki. W ogóle najlepiej zrozumieją ci, którzy chociaż pobieżnie znają historię Japonii...A przynajmniej oglądali Gintamę, ewentualnie Hakuōki (a najlepiej jedno i drugie). Jakoś tak wyszło.

AKT IV

Shinsengumi~Klan Nowo Wybranych

Mała Dama odłożyła maszynkę do golenia i obejrzała swoje dzieło. Golenie nóg lalce bardzo szybko jej się było znudziło, więc ogoliła jej też głowę. Sprawiło jej to naprawdę wielką frajdę, ale gdy przyszedł czas, żeby krytycznie ocenić efekty swoich działań, doszła do wniosku, że jednak wolała swoją Barbie z włosami. Z dezaprobatą przyglądała się prawie łysej głowie, z której sterczały jakieś resztki kłaków. Zaczęła się zastanawiać, czy nie dałoby się tego jakoś odkręcić. Dobrym rozwiązaniem wydało jej się użycie maści przeciwko łysieniu taty, w myśl starej zasady, że podobne należy leczyć podobnym. Był już dość późny wieczór, ale Chiubiusa nie zamierzała czekać z realizacją swoich planów do rana i postanowiła już teraz zakraść się do łazienki rodziców. Zwłaszcza, że jakkolwiek sama uważała ten pomysł za bardzo dobry, to miała zarazem dziwne przeświadczenie, że rodzice mieliby zgoła inne zdanie. Poza tym wizja nocnej wyprawy była poniekąd nieodparcie kusząca, a teraz miała ku temu bardzo dobry i racjonalny powód. Z ogoloną Barbie pod pachą ostrożnie otworzyła drzwi swojej sypialni i na palcach wymknęła się na korytarz.
Żeby dostać się do łazienki rodziców, musiała minąć ich drzwi, ale przypuszczała, że już spali. Ostatnio wcześnie kładli się spać. Poza tym ich łóżko stało daleko od drzwi i przemknąć niezauważonym było dość łatwo. Chibiusa robiła to już wiele razy. Na jej szczęście, do łazienki wchodziło się z korytarza. Większym problemem była możliwość natknięcia się na kogoś z pałacowej służby, kto w środku nocy przypomniał sobie, że zostawił niedokręcony kran albo coś. Zdarzały się takie przypadki. Zresztą, to wcale nie było tak, że w nocy absolutnie wszyscy w zamku spali. Było bardzo dużo osób, które nagminnie nie wyrabiały się ze swoją pracą w ciągu dnia i kontynuowały ją do późna w nocy, a nawet do rana. Strażnicy pałacowi, co zrozumiałe, trwali na służbie przez całą noc, przechadzając się po meandrach królewskiej siedziby wedle ściśle ustalonego (podobno) harmonogramu. Mała Dama miała nadzieję nikogo nie spotkać. Ostrożnie rozejrzała się dookoła. Ani żywej duszy, do tego cisza jak makiem zasiał. Na korytarzu panował półmrok, światło paliło się jedynie w wiszących wysoko na ścianie kinkietach. Chibiusa zrobiła kilka kroków, najciszej, jak tylko mogła, po czym znowu się rozejrzała. So far so good. Podreptała dalej, aż do miejsca, w którym korytarz skręcał w prawo i wyjrzała zza rogu. Szlag. Na tle wielkiego, gotyckiego okna malowała się ludzka sylwetka. Tosiek, syn cioci Rei. Tylko jego tutaj brakowało. W pełnym umundurowaniu i wyjściowych butach, jedną rękę trzymał na rękojeści katany, a drugą oparł o parapet i wpatrywał się w okno. Co on mógł tam widzieć?
Toshizō Hino, zasznurowany brunet o przenikliwym spojrzeniu ametystowych oczu był zastępcą dowódcy policji politycznej Kryształowego Tokio, opryczniny, zwanej też Shinsengumi. Chibiusa miała do niego dość ambiwalentny stosunek. Straszny nudziarz, a przy tym awanturnik, był jedyną znaną jej osobą, która łączyła te dwie cechy w tak nieznośnym natężeniu. Traktował ją z góry i ciągle na coś narzekał. Z drugiej strony miał mnóstwo fajnych zabawek, z których już wyrósł i pozwalał Chibiusie się nimi bawić, gdy tylko chciała. Od czasu, gdy wreszcie przeszedł mutację, co, ku jego wielkiej zgryzocie, nastąpiło wyjątkowo późno, bardzo spoważniał, przestał nazywać Chibiusę „smarkiem” i zaczął zwracać się do niej per „Panienko”. Zazwyczaj jednak mówił jej po prostu na „ty”.
Shinsengumi, na czele którego stał Isami Kino, syn cioci Mako, nie cieszyło się zbyt dobrą opinią, zwłaszcza wśród skrajnej prawicy, dążącej do przywrócenia faktycznej władzy cesarzowi Momohito, zwanemu w niektórych kręgach cesarzem Taigetsu. Radykałowie uparcie nie chcieli przyjąć do wiadomości, że to Nowa Królowa Serenity jest wybrańcem, niosącym całemu światu pokój, miłość i dobro i że jej panowanie jest wyrazem woli Przeznaczenia i urzeczywistnieniem odwiecznych dążeń ludzkości. Ale głoszenie propagandy i głodnych kawałków z gatunku teologii politycznej nie należało do obowiązków Shinsengumi. Od tego były inne organy. Shinsengumi zajmowali się pilnowaniem porządku, tłumieniem buntów i wyciszaniem skandali, a przede wszystkim sianiem chaosu i zniszczenia wszędzie, gdzie tylko się pojawiali. Przy tym duża część ich działalności nie wynikała wcale z oficjalnych wytycznych rządu, ale ze specyficznie interpretowanego poczucia powinności wobec władzy. Liczył się honor samuraja. Za plecami nazywano to inaczej. Shinsengumi zdecydowanie należało do instytucji o najniższym zaufaniu społecznym. Mieli reputację zuchwałych oprychów, szargających dobre imię monarchii i wykorzystujących szerokie uprawnienia do zaspokajania swoich krwawych żądz, a w najlepszym razie niekompetentnych, a zuchwałych warchołów, od których najlepiej było trzymać się z daleka. Nie pomogały też rozpowszechnione wśród ludu pogłoski o tajemniczych eksperymentach, jakie miał w tajemnicy prowadzić Keisuke Mizuno, główny strateg Shinsengumi, a przy tym wojskowy medyk, na szczęście nie jedyny. Cieszył się on wątpliwą renomą pomyleńca ze skrzywioną psychiką i podejrzewany był o przeprowadzanie doświadczeń na ludziach i inne straszne rzeczy. Podobno dążył do stworzenia niezwykłego specyfiku dającego nadludzką siłę, który miałby stać się atutową kartą Shinsengumi. W kuluarach nazywano ten hipotetyczny eliksir „sokiem z Shinsengumijagódek” i traktowano jako coś w rodzaju urban legend.

- Dokąd idziesz? – zapytał Tosiek ściszonym, ale dobrze słyszalnym, beznamiętnym tonem. Cały czas stał odwrócony do okna, nawet nie drgnął. Nie pofatygował się nawet, żeby spojrzeć na Chibiusę. Co powinna teraz zrobić? Tosiek nie miał zwyczaju donosić na nią jej rodzicom, ale Chibiusa wiedziała też, że nie spławi go zwykłym „nie twoja sprawa”. Najlepszym wyjściem było chyba po prostu powiedzieć prawdę.
- Idę do łazienki.
- Masz swoją łazienkę w pokoju. – Tosiek nadal gapił się w okno.
- Idę do łazienki rodziców. Ogoliłam Józefinę – wyjaśniła zwięźle Chibiusa.
- Józefinę?
- Moją laleczkę – Chibiusa podeszła do Tośka i podstawiła mu swoją Barbie prawie pod nos. Chłopak skrzywił się z niesmakiem i odsunął, jakby zobaczył coś bardzo nieapetycznego.
- I co chcesz zrobić z tą lalką w łazience twoich rodziców – jaki ten Tosiek jest tępy!
- Zamierzam ją posmarować taty maścią na łysienie, żeby odrosły jej włosy – oznajmiła Chibiusa. Chłopcom zawsze trzeba tłumaczyć najprostsze rzeczy.
- Lalce włosy nie odrosną – oschle stwierdził Tosiek. – Lalka to lalka. Ona nie jest żywa.
I właśnie w tym momencie Chibiusa poczuła, że coś w niej pękło. Zacisnęła usta i spojrzała na swojego rozmówcę z gigantycznym wyrzutem. Zebrało jej się na płacz.
- No tylko nie becz! – Tosiek zareagował histerycznie. – Daj mi tę lalkę – poprosił po chwili namysłu. - Keisuke-sempai ją naprawi. Nie becz, słyszysz?
Chibiusa zmarszczyła brwi i wcisnęła głowę między ramiona. Miałaby powierzyć Józefinę temu padalcowi, który w ogóle nie potrafi się obchodzić z kobietami? Jeszcze czego! Jednak z drugiej strony, Keisuke, syn cioci Ami, może i był kretynem, ale naprawił jej już wiele zepsutych zabawek i pod tym względem miała do niego duże zaufanie. To mogło być jakieś wyjście.
- To nie tak, że proszę cię o pomoc – wymamrotała przez zęby, podając Barbie Tośkowi. Ten wziął lalkę do ręki i przyjrzał się jej z czymś w rodzaju obrzydzenia, po czym włożył ją do kieszeni głową do dołu.
- Idź teraz spać, rozumiesz? – poruczył wyraźnie zniecierpliwiony.
- Ale naprawicie Józefinę?
- Tak, naprawimy. Słowo samuraja. A teraz idź spać.
- Toshi-kun...Co ty tu właściwie robisz? – wydukała Chibiusa, starając się brzmieć tak ozięble, jak tylko się dało.
- Nic – odburknął chłopak i odwrócił się z powrotem w kierunku okna. Wyglądał kuriozalnie z plastikowymi nogami lalki Barbie wystającymi z kieszeni. Chibiusa zrozumiała, że nie uzyska satysfakcjonującej odpowiedzi, więc odwróciła się na pięcie i pomaszerowała z powrotem do pokoju, myśląc o tym, jak okrutnie będzie gnębić Tośka, kiedy tylko sama zostanie królową.
- Las Birnamski się zbliża – usłyszała na odchodne.
Chibiusa wracając do pokoju zastanawiała się, czym jest ten Las Birnamski. Po dłuższym namyśle doszła do wniosku, że najprawdopodobniej jest to jakiś cyrk albo wesołe miasteczko. Cóż innego mogłoby to być?
Ostatnio zmieniony przez 2015-09-01, 20:32, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
RAMZES 



Ulubione postaci z SM: Minako
Seiya czy Mamoru?: tajemica
Posty: 477
Skąd: tajemnica
Wysłany: 2014-02-05, 12:07   

Tak. Te rozdział jest faktycznie krótszy od poprzedniego :mrgreen: :-P :shock: .
_________________

 
 
SockPuppet
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-05, 12:50   

Dziękuję za konstruktywną opinię.
 
 
Ire 


Ulubione postaci z SM: Rei, Ami
Seiya czy Mamoru?: Mamoru
Ulubiony utwór z Anime: -
Posty: 536
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-02-05, 14:25   

Sock, czekam na więcej ;)
_________________
"The role of the infinitely small in nature is infinitely great." Louis Pasteur
"Let me tell you the secret that has led me to my goal: my strength lies solely in my tenacity." Louis Pasteur
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group