Shining Moon Strona Główna Shining Moon
Forum strony Shining Moon

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Źle się dzieje w Kryształowym Tokio
Autor Wiadomość
magusia 
Wiedźma M*



Ulubione postaci z SM: Usagi, Minako
Seiya czy Mamoru?: Endymion
Ulubiony utwór z Anime: Princess Melodies
Posty: 932
Skąd: Z Księżyca
Wysłany: 2014-02-05, 16:12   

Ja też nie mogę się doczekać, czytałam jak byłam w pracy ;-)
Ciekawe, ciekawe.
_________________
"Life is simple. You make choices and don't look back..."
"Najlepsze w czytaniu jest to, że uciekasz ze swojego życia, możesz przeżyć setki, a nawet tysiące innych żyć".
Jak kraść to miliony, jak kochać to księżniczki...
Loża Ciemnych Czarownic.
Liga M

* "Wiedźma" - zastrzeżona
 
 
Eragon 
Lord



Ulubione postaci z SM: Usagi,Mako,Hotaru i Endymion
Seiya czy Mamoru?: Endymion
Ulubiony utwór z Anime: La Soldier
Posty: 418
Skąd: Srebrne Milenium
Wysłany: 2014-02-06, 19:02   

Jestem twoim fanem Sock !
 
 
boom boom ba 
licho nie śpi

Ulubione postaci z SM: Chibi Chibi?
Seiya czy Mamoru?: Easy Brothers
Ulubiony utwór z Anime: Umi Sakai Unasaka
Posty: 297
Skąd: przyszliśmy...
Wysłany: 2014-02-06, 20:56   

Prze-arcy-wspaniałe-dzieło, SockPuppet!
_________________
`I believe in a lot of things. I believe in the healing power of bunnies (...) and big, warm, moist, gooey chocolate chip cookies that melt in your mouth and all over your face.`
 
 
Chou 


Ulubione postaci z SM: Michiru, Hotaru
Seiya czy Mamoru?: Mamoru
Ulubiony utwór z Anime: ...
Posty: 61
Skąd: Z jaskini
Wysłany: 2014-02-06, 22:13   

Niezłe, można się pośmiać. Również czekam na dalsze części.
 
 
SockPuppet
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-06, 13:19   

Była taka dość długa przerwa wywołana głównie pisaniem licencjatu, bardzo za to przepraszam.

Tym razem wchodzi bardzo długi rozdział, który, cóż, z kanonicznym uniwersum SM ma niezbyt dużo wspólnego, ale jednak to jest ważny rozdział z punktu widzenia całości, wprowadza dużo ważnych postaci i w ogóle..........

AKT V

Rouet de Rats~Krąg Szczurów

Apollo siedział na krawężniku, ciągnącym się wzdłuż dużego wybetonowanego placu, z którego zaledwie kilka godzin temu w pośpiechu usunięto stertę starych desek, i flegmatycznie miętosił struny swojej wysłużonej gitarki, chwiejąc się w rytm nuconej pod nosem melodii, którą pamiętał z czasów młodości. Apollo był powoli czerstwiejącym mężczyzną w średnim wieku, ale nadal lubił uważać się za ikonę buntu. Być może właśnie to było przyczyną jego przykrej skłonności do dosyć niefortunnych zestawień odzieżowych – dzisiaj na przykład miał na sobie misternie dziergany bury moherowy serdaczek, umiarkowanie wyjściowe grafitowe spodnie i makabryczny płaszcz w leopardzie centki, podbity seledynową satyną i obszyty białym, syntetycznym futrem. Na tle wyjątkowo obszernego, futrzanego kołnierza głowa Apolla, okolona długimi, czarnymi lokami i ozdobiona rzadkim wąsikiem zdawała się wyglądać w pewien sposób niestosownie, jak dorobione na siłę zwieńczenie konstrukcji, która nigdy nie powinna była powstać. Jednakże jego fryzura miała też w sobie coś nostalgicznego. Takie same faliste, czarne włosy nosiła jego siostra-bliźniaczka Luna, przynajmniej do czasu, gdy – cóż za nieprzyjemna historia – zamieniła się w kota. Któż chciałby mieć w rodzinie kota? Co prawda, kontakt urwał im się już jakiś czas przed tym wydarzeniem i o historii z kotem Apollo dowiedział się z trzeciej ręki. Jakieś podejrzane to wszystko było.
- Gdybym nie wiedziała, że to ty, to dałabym ci piątaka na chleb, żebyś się napił – zza węgła najbliższego budynku wyłoniła się Solaris. Tak jak zawsze piękna niczym Księżniczka Nilu, elegancka i sardoniczna.
- Powinieneś się zdecydować – kontynuowała. – Albo siedzisz tutaj i się angażujesz, albo po prostu idź sobie gdzieś gdzie nikt cię nie będzie widział i gdzie nie będziesz przynosił wstydu Królowej...
- Ty natomiast powinnaś przestać decydować o tym, co jest wstydem dla Królowej, a co nie jest.
- Mógłbyś się trochę ogarnąć, Lolo. Zakładam, że wiesz, że jest tu też TA kobieta.
- Jaka kobieta? – Apollo nieco się speszył.
- Ta, na którą nasłałeś asasynów po tym, jak załatwiła cię na Eurowizji – rzuciła Solaris z udawaną obojętnością. – Marcia czy jakoś tak.
Gitarka zgrzytnęła przeraźliwie fałszywą nutą. To poszła struna. Z gardła Apolla wyrwał się cichy, ale przeszywający jęk. No super. Ze wszystkich ludzi musiało przywiać właśnie ją.

Marcia była tym rozdziałem w życiu Apolla, który powinien był zniknąć w otchłaniach niepamięci i nigdy stamtąd nie powrócić. To właśnie ona zniszczyła Wielkiego Lolo. Ostatecznie i nieodwołalnie.
Nie żeby kiedykolwiek coś między nimi było. W sumie Marcia równie dobrze mogłaby być facetem i w niczym nie zmieniłoby to faktu, że od momentu jej pojawienia w życiu Apolla się wszystko zaczęło się sypać. Marcia - wschodząca gwiazda, która wylansowała się na fali nowomodnego wynalazku zwanego Glam Rockiem, a polegającego głównie na malowaniu twarzy i darciu ryja, i z dnia na dzień przyćmiła blask niezatapialnego do tej pory big-bitowego bandu Big Lolo And The Tentacles. W ciągu kilku sezonów Apollo i jego chłopaki przestali się liczyć. Eurowizja była oczywiście najbardziej spektakularną porażką, ale tak naprawdę czarę goryczy przelała doroczna gala prestiżowego miesięcznika „Midas”, na której Marcia sprzątnęła Apollowi sprzed nosa Złotego Osła. A jeszcze niecały rok wcześniej był niekwestionowanym faworytem w wyścigu po statuetkę! To go złamało. Jeszcze tego samego wieczora upił się prawie do nieprzytomności i zapłacił jakimś zakapiorom, żeby dali małolacie nauczkę. Mieli ją tylko postraszyć, tak im powiedział. Tyle, że nieszczęśliwym zrządzeniem losu następnego ranka znaleziono Marcię martwą na podłodze hotelu, z czterema ranami postrzałowymi. Na dodatek któryś z tych oprychów zaiwanił jej skórzaną ramoneskę. Głupi. Zresztą właśnie po tym tropie trafiły do nich gliny. Apollo wiedział, że byłby skończony, gdyby go sypnęli. Na szczęście jakoś rozeszło się po kościach, zwłaszcza, że sytuacja międzynarodowa zaczęła być napięta i nikt nie miał głowy do ścigania pospolitych bandziorów. Potem wybuchła wojna z Królestwem Ciemności i w ogóle wszystko trafił szlag.
Apollo później zastanawiał się, czy to, co czuł wobec Marcii nie było pewnego rodzaju zauroczeniem, do którego sam przed sobą nie potrafił się przyznać. Od zawsze miał słabość do kobiet o białych włosach. Swego czasu podkochiwał się w pewnej białowłosej księżniczce, bardzo pięknej zresztą, ale potem ta księżniczka uciekła z jakimś cieszącym się złą sławą obwiesiem i wzięła z nim ślub, wywołując obyczajowy i polityczny skandal, który w końcowym rozrachunku doprowadził do klęski nieurodzaju, krachu finansowego i innych okropności, od których Apollo wolał się trzymać z daleka. Miała na imię Persefona. A może inaczej.
W każdym razie, Apollo od dłuższego czasu tworzył stabilny i w miarę satysfakcjonujący związek z Solaris, również białowłosą, podobnie jak jej brat bliźniak. Może zresztą lepiej byłoby nie wspominać o tym ostatnim, bo w końcu, kto chciałby mieć kota za szwagra?

Jednakże, ze wszystkich osób, z jakimi kiedykolwiek Apollo miał do czynienia, to Marcia była tą, której miał nadzieję nigdy nie spotkać w następnym życiu. Ani w żadnym innym. Pech.
- Co ONA tu robi? – zapytał historycznie. Tak jakby uzyskanie odpowiedzi na to pytanie mogło mu w czymkolwiek pomóc.
- Pertraktuje...Jeśli Jej Wysokość się z nią dogada, to będziemy mieć po swojej stronie kosmicznych piratów – oznajmiła Solaris, wyraźnie starając się wyglądać, jakby było jej jeszcze bardziej wszystko jedno niż w rzeczywistości. Kosmicznych piratów? Apollo nigdy przedtem nie słyszał, żeby Marcia była kosmicznym piratem. Sytuacja wyglądała coraz gorzej. Swoją drogą, żeby kosmiczna piratka dała się załatwić bandzie najzwyklejszych stadionowych oprychów. Musiała był tamtego wieczora bardziej pijana od niego.

Można to nazwać impulsem rozwojowym. W ciągu dwóch dni Taverna Królowa Michelle została przerobiona na coś w rodzaju porządnego lokalu. Zamontowano z powrotem drzwi wejściowe, wymieniono żarówki w wszystkich lampach i usunięto z pola widzenia wszystkie przedmioty, które mogły budzić nieprzyjemne skojarzenia. Zależy jeszcze, co uznać za „nieprzyjemne”. Dla wielu osób odbywające się tego wieczoru zgromadzenie, wraz z wszystkimi biorącymi w nim udział figurami byłoby zapewne jednym wielkim nieprzyjemnym skojarzeniem. Na szczęście, zgromadzenie było tajne. Na uroczystej nasiadówce zebrali się najgorsi z najgorszych, creme de la creme badassu. Przy niskim, okrągłym stoliku siedziało ich czworo. Pełen parytet. Samo tak wyszło. Żółte światło nagiej żarówki oświetlało twarze naznaczone wyrazistymi emocjami.
Królowa Copernika, dystyngowana złotowłosa jejmość w barokowej sukni i naszyjniku z wielkich, grubociosanych bursztynów ozdabiających obfity dekolt, polegiwała z wdziękiem na dużeym szezlągu obitym zielonym materiałem w drobne, bladoróżowe kwiatki, w prawej ręce trzymając wachlarz z pawich piór, którym wzmacniała swoją i tak wyrazistą gestykulację. Copernica była władczynią Słonecznego Imperium, niegdyś potężnego i liczącego się na międzynarodowej państwa, które w obecnych czasach musiało zadowolić się statusem republiki bananowej. Apollo i Solaris należeli do jej ekipy.
Obok niej siedział owiany złą sławą Władca Wszystkich Strachów, ponury kacyk z Ciemnogrodu. Rozparty jak basza w wielkim, skórzanym fotelu, zapadającym się głęboko pod jego ciężarem; w prawej ręce trzymał obszerną czaszę kryształowego kielicha wypełnionego czerwonym winem i postukiwał weń szpikulcowatym paznokciem. W większości źródeł figurował jako Władca Demonów, ponieważ ten tytuł dało się zapisać tylko dwoma znakami kanji, co było bardzo wygodne. Władca posiadał parę okazałych rogów i długi ogon z puszystą końcówką. Miał skłonność do niekontrolowanego machania tym ogonem w chwilach zdenerwowania i do ostentacyjnego manifestowania swojego katolicyzmu, co było, być może, próbą prewencyjnej obrony przed uciążliwymi pytaniami o jego powiązania z siłami nieczystymi, których, nawiasem mówiąc, nie było. Powiązań. Pytania natomiast pojawiały się często, podobnie jak będące strasznym utrapieniem telefony od ludzi, którzy myśleli, że dodzwonili się do Wojciecha Cejrowskiego, ale na to już nic się nie dało poradzić. Władca miał na sobie swój standardowy zestaw na tego typu półoficjalne okazje – a więc bawełnianą białą koszulę, nieprofesjonalnie przewiązaną nieco wyleniałym pasem słuckim odziedziczonym po dziadku i czarny płaszcz, na który malowniczo opadały jego długie, czarne włosy. Podobno był ktoś, kto nie pozwalał mu ich obcinać. Jakim mocarzem musiała być ta osoba, której słuchał sam Władca Demonów?
Miejsce po jego prawej stronie zajmowała Marcia, czyli Izabela Marcjanna Borowiejska, legendarna gwiazda glam rocka i admirał kosmicznych piratów, siedziąca na wysokim, drewnianym tronie wyłożonym kolorowymi poduszkami. Białe pukle spływały na jej efektowne hagoromo - szatę z piór, czyli misternie udrapowany karmazynowy płaszcz, wyszywany cekinami i błyszczącymi koralikami, którym opatuliła się jak kocykiem i z podkurczonymi kolanami monotonnie siorbała przez słomkę kolorowy napój z trzymanej w dłoniach wąskiej, wysokiej szklanki z nadzianym na brzeg dużym plastrem różowej rzodkwi. Sprawiała wrażenie, jakby siedziała na piżama party.
Ostatnią osobą przy stole był książę Diamant. Dawno już nie wyglądał tak majestatycznie. Ogolony, wypachniony i ubrany w swój wyjściowy, śnieżnobiały garnitur wyszywany srebrną nicią, siedział na obitym imitacją skóry czarnym fotelu z fiata 126p, dla osiągnięcia odpowiedniej wysokości ustawionym na półmetrowej stercie gazet i założywszy jedną nogę na drugą trzymał w niedbale opuszczonej prawicy kieliszek tego samego napoju, którym raczył się Władca Demonów.

Apollo ostrożnie zajrzał do wnętrza Taverny przez drzwi dla personelu. Pozwolono mu. Starając się nie zwrócić na siebie uwagi nikogo z siedzących przy stoliku, stanął w strategicznej pozycji, za zasłonką z nanizanych na sznurki żółtych koralików, oddzielającą salę barową od zaplecza i zaczął przypatrywać się z wielką uwagą. Nie podobała mu się ta cała impreza. Marcia siedziała zwrócona przodem do niego, a raczej przodem do wejścia na zaplecze, w którym się ulokował. Jakby tego było mało, Marcia nie była jedyną osobą tutaj, z którą Apollo miał na pieńku. To znaczy, księcia Diamanta znał tylko ze słyszenia, ale ten Władca Demonów...Apollo wolałby nie pamiętać tej historii. Zresztą, o czym ta czwórka mogła tak rozmawiać?
W tym momencie serce podskoczyło mu do gardła. Marcia wstała ze swojego fotela. Setki cekinów na zaiskrzyły jak stroboskop, gdy zarzuciła połą płaszcza.
- Przesuń się, Siwek. Muszę poszukać gazety – oznajmiła, stając nad Diamantem, który z godnością zsunął się ze swojego samochodowego fotela, po czym stanął obok z wyraźną irytacją. Apollo skrzywił się z niesmakiem. Jakby ona sama nie była siwa! Przynajmniej mógł odetchnąć z ulgą – jednak go nie zauważyła.
Marcia przyklękła przy stercie gazet, i po trwających dłuższą chwilę poszukiwaniach, wyciągnęła wyblakłe pisemko w okładce z kredowego papieru. Apollo zbladł. Marcia trzymała w ręce specjalne wydanie „Midasa Muzycznego” z grudnia ’72.
- O tutaj, naprawdę przyznali mi tę nagrodę! Teraz mi wierzycie? – podstawiła gazetę pod nos Królowej Copernice.
- Dobra dobra, bardziej mnie interesuje, gdzie statuetka jest teraz – odparła oschle Królowa. – Wiesz, za ile można sprzedać takie coś? Raz, że ze złota, a dwa, że teraz to już jest antyk pewnie. Kilka tysiaków jak nic – Apollo złapał się za głowę. Jak jego królowa może tak bezwstydnie gadać o pieniądzach? Gdzie się podziała jej godność? Czasami naprawdę się za nią wstydził. Zresztą tak w ogóle, to mieli tutajomawiać sojusz wojskowy, a nie nawijać o d*%& Maryni. Zawsze tak się kończy.
- Skąd mam wiedzieć? Umarłam. Nie widziałam jej od tamtego czasu – Marcia usiadła z powrotem na swoim drewnianym tronie.
- Kolejna tajemnica – spokojnie skwitował Władca Demonów. Królowa Copernika uśmiechnęła się cwaniacko. Apollo przełknął ślinę. Wydało mu się, że Marcia spojrzała w jego stronę.
- To tylko wiatr – stwierdził niefrasobliwie Diamant, sadowiąc się z powrotem na swoim fotelu, uprzednio ustawiwszy go ponownie na kupie makulatury.
- A tak w ogóle, myślicie, że ktoś mógłby nas tutaj podsłuchiwać? – zaniepokoiła się Królowa.
- Kto miałby nas podsłuchiwać? – odparł Książę. – Tutaj jest, za przeproszeniem, totalny wygwizdów.
- Zadupie – dodała Marcia.
- I kupa kamieni – spuentował Władca, po czym przełożył kieliszek z winem do ogona i pstryknął palcami prawej ręki, aż iskry posypały się z paznokci. Lampy zamigotały, jedna z żarówek zgasła na stałe. Z barowych głośników dobiegło świdrujące dudnienie, świadczące o sprzężeniu zwrotnym, które po chwili przeszło w ostry pisk. Wreszcie wszystko umilkło.
- Jeżeli ktoś raczył zamontować tutaj podsłuchy, to teraz może sobie z nich co najwyżej zrobić awangardową biżuterię – oznajmił Władca ze spokojem.
- Słuchajcie, jak jest „pluskwa” po japońsku? – Apollo wzdrygnął się, usłyszawszy w nieprzyjemnie bliskiej odległości nosowy, męski głos. Dopiero teraz zauważył, że przy małym, barowym stoliczku zaledwie dwa metry od wejścia na zaplecze siedział zgarbiony, chudy człowieczek z długim nosem. Na nosie miał okrągłe okulary w drucianych oprawkach, a w prawej ręce trzymał niedorzecznie wielkie, pawie pióro i smarował bezsensowne ciągi liczb w grubym kajecie w kratkę.
- Czy on musi pisać po japońsku? – zapytała Królowa z pewną irytacją.
- Tą metodą da się kodować wyłącznie język japoński – wytłumaczyła Marcia.
- A co to właściwie za szyfr? – zainteresował się Diamant.
- To nie jest szyfr, to sekretny język Laurantów – odparła Marcia.
- Laurantów? – jęknął Diamant z trudną do rozszywrowania udręką w głosie. Apollowi ta nazwa nic nie mówiła. Protokolant westchnął i zasadził dużego kleksa. Przy stoliku zapanowała dziwna cisza. Pierwszy odezwał się Władca.
- Cecylia... – przełknął ślinę – jest Laurantem.
- Kim jest Cecylia? – zapytał Diamant, a Apollo nerwowo stęknął na sam dźwięk tego imienia.
- Nikim, kto mógłby nam w jakikolwiek sposób zaszkodzić – Marcia uspokajająco położyła wskazujący palec na ustach. Na ustach Diamanta, gwoli ścisłości. Ten ostatni zrobił minę, jakby podsunięto mu do pocałowania żabę. Marcia zrobiła rape-face'a.
Więcej Apollo już nie zobaczył. Czyjaś ręka chwyciła go za ramię.
- Może wyjdziesz sobie na świeże powietrze, nie wyglądasz najlepiej – zasugerowała Solaris z udawaną troską w głosie. Apollo bez słowa pozwolił żonie się wyprowadzić z budynku. Bolał go brzuch na samą myśl o pairingu Diamant/Marcia.
Jakiś czas później znalazł się wśród osób, które wiedziały, że zapisany dziwnym szyfrem protokół ze spotkania został schowany w metalowej puszce po czekoladkach, ale, niestety, nigdy nie dowiedział się, co stało się z puszką. Wiedział natomiast, że tamtego wieczoru w Tavernie Królowa Michelle rozpoczęła się nowa epoka.

„Pluskwa” po japońsku to „kakushi-maiku”.
Ostatnio zmieniony przez 2015-09-01, 20:33, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
boom boom ba 
licho nie śpi

Ulubione postaci z SM: Chibi Chibi?
Seiya czy Mamoru?: Easy Brothers
Ulubiony utwór z Anime: Umi Sakai Unasaka
Posty: 297
Skąd: przyszliśmy...
Wysłany: 2014-07-06, 20:35   

Fajny ten fanfik, tylko szkoda, że nie jest bezpośrednią kontynuacją poprzednich historii i pojawia się wiele nowych postaci. Za wiele ich naraz, żeby kupić je wszystkie. Apollo całkiem spoko. Urzekł mnie jego sposób ubierania się, to luźne czerpanie z trendu modowego a`la książę Ludwiczek :mrgreen2: Nikt koło takiego nie przejdzie obojętnie :mrgreen2:
Podoba mi się imię królowej Słońca. I to, że pojawia się Diamand, chociaż za bardzo tu nie poszalał. A WD i ŚP - znowu razem! Kiedy można się spodziewać kolejnego arta tej parki?

A i jeszcze nie mogę się zgodzić z kocią kwestią, którą tu poruszyłaś. Wielu ludzi (i demonów też!) chce mieć w swojej rodzinie kota. Dla niektórych taki kot znaczy więcej niż rodzone dziecko! Ale i tak się uśmiałam, jak wypomniałaś księżycowym kotom ich koci wygląd ^^


W końcu pojawiają się tentakle. A człowiek już prawie o nich zapominał... Powrót traumy...
_________________
`I believe in a lot of things. I believe in the healing power of bunnies (...) and big, warm, moist, gooey chocolate chip cookies that melt in your mouth and all over your face.`
 
 
SockPuppet
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-06, 22:04   

boom boom ba napisał/a:
A WD i ŚP - znowu razem! Kiedy można się spodziewać kolejnego arta tej parki?
ŚP się tutaj nie pojawiła osobiście, musiałaś kogoś z nią pomylić. Ona pojawi się później. Kolejny rozdział na ukończeniu.
 
 
boom boom ba 
licho nie śpi

Ulubione postaci z SM: Chibi Chibi?
Seiya czy Mamoru?: Easy Brothers
Ulubiony utwór z Anime: Umi Sakai Unasaka
Posty: 297
Skąd: przyszliśmy...
Wysłany: 2014-07-12, 17:43   

No jak to nie, pojawia się. Może nie ciałem, ale w słowie mówionym WD ^^ Aż musiałam przejrzeć ponownie i sprawdzić.
_________________
`I believe in a lot of things. I believe in the healing power of bunnies (...) and big, warm, moist, gooey chocolate chip cookies that melt in your mouth and all over your face.`
 
 
SockPuppet
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-12, 21:17   

Mówiłam, że osobiście się nie pojawia, ale spoko, zwracam honor.
 
 
sailor cosmos 
^^



Ulubione postaci z SM: Usagi i Sailor Cosmos
Seiya czy Mamoru?: Mamoru ^^
Ulubiony utwór z Anime: moon pride
Posty: 82
Skąd: Księżyca
Wysłany: 2015-01-25, 00:33   

SockPuppet, Kiedy następny rozdział bo naprawdę fajny śmieszny fanfick ci wyszedł:)
_________________



 
 
Achu 
Sailor Mars


Ulubione postaci z SM: Rei, Usagi, Hoti, Puu ;)
Seiya czy Mamoru?: Mamor
Ulubiony utwór z Anime: la soldier, ai no senshi
Posty: 71
Skąd: Mars
Wysłany: 2015-02-01, 23:24   

Genialne :) czekam na więcej :) Masz rewelacyjny styl pisania, lekki i humorystyczny, ale nie na siłę. Wydasz kiedyś książkę? Ja chętnie kupię!
_________________
Lunatycy
https://m.facebook.com/lunatycy.projekt
http://lunatycy-project.deviantart.com
 
 
SockPuppet
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-02, 18:11   

Kolejny rozdział. Początek jest mało sailorkowy, ale proszę o cierpliwość i wyrozumiałość. Pierwsza część była początkowo dedykowana jedynej i niezastąpionej BoomBoomBa, ale dawno jej tu nie widziałam.

AKT VI cz. 1

Undertaker's~Zajście w zakładzie pogrzebowym

-Wejść!
Drzwi zakładu pogrzebowego otworzyły się skrzypiąc niemiłosiernie i do środka weszło dwóch chmurnych dżentelmenów w ciemnych płaszczach. Wysoki i niski, Flip i Flap. Flap miał około trzynastu lat; na prawym oku nosił szpanerską, piracką przepaskę, w dłoni zaś dzierżył tyleż elegancką, co, zdawałoby się, zupełnie niepotrzebną laskę z rzeźbioną, metalową gałką. Flip był czerniącą się w tle strzelistą sylwetką o twarzy idola z kolorowych pism dla nastolatek. Obydwaj wyglądali bardzo nobliwie, na tle pochmurnego, londyńskiego nieba, obramowani podłużnym prostokątem otworu wejściowego. Podłoga zakładu położona była zasadniczo nieco poniżej poziomu ulicy na zewnątrz.
-Żeby nie przedłużać - oschle odezwał się Flap, stąpając po przegniłych podłogowych deskach. Melodyjne skrzypienie wbrew zasadom fizyki niosło się donośnym echem po zagraconej izbie. - Potrzebuję informacji i oczekuję, że ty mi ich udzielisz - rzucił w przestrzeń, starannie akcentując każde słowo. Jego lewe oko surowo lustrowało mrok, wypełniający pomieszczenie. Flip w tym czasie zajął się wpatrywaniem w obrazek Żyda z pieniążkiem, wiszący na ścianie niedaleko wejścia.
- A któż to raczył zstąpić w moje skromne progi? Kopę lat, mości Hrabio, jakie dobre wiatry raczyły cię tu przywiać? - zza ciężkiego, okutego biurka wysunęła się najpierw głowa, a zaraz potem cała sylwetka siwego indywiduum znanego powszechnie jako Grabarz. W ręku trzymał otwartą puszkę Pedigree. Wprawne oko Hrabiego dostrzegło na puszce informację o konkursie z nagrodami, który odbył się zeszłej jesieni. Grabarz obliznął się z soczystym mlaśnięciem.
- Zależy mi na tym, aby odfajkować ten wątek szybko i bezboleśnie. Powiedz mi wszystko, co wiesz, w możliwie zwięzłej i mało kwiecistej formie. A najlepiej po prostu pokaż nam te zwłoki - sucho wyłożył sprawę Hrabia, podczas gdy jego Flip, kołysząc się na podeszwach butów, obdarowywał uwodzicielskim uśmiechem owczą czaszkę, wiszącą tuż obok obrazka z Żydem.
- A więc takie buty...Któż by się spodziewał? - Grabarz wygramolił się zza biurka i podszedł bliżej do małego arystokraty, który natychmiast odruchowo się odsunął, utkwiwszy pełne niepokoju spojrzenie w puszce z psią karmą. - Znasz moje warunki, Hrabio. Zdradzę ci wszystkie słodkie tajemnice mojej klientki, ale za stosowną opłatą. Byłoby to obrazą dla tej pięknej damy, gdybym odstąpił jej sekrety za darmo, nawet tak dystyngowanej postaci, jak waszmość Hrabia, czyż nie? - Uśmiechnął się szeroko, aż zatrzeszczały zawiasy w szczęce. - A trzeba ci pamiętać, że jedyną walutą, w jakiej przyjmuję zapłatę za tego rodzaju usługi, jest śmiech! Tak, tak, tak, Hrabio! Rozśmiesz mnie zatem tak, jak tylko ty to potrafisz! - Grabarz ekstatycznie wzniósł ręce do góry, rozchlapując wokół zawartość puszki.
- Zaraz ci opowiem takiego suchara, że nie będziesz mógł się zaśmiać przez ruski rok - wycedził Hrabia przez zęby. - Powiedziałem, że chcę to załatwić jak? Szybko. I bezboleśnie. Śpieszy mi się, nie mam czasu na zapewnianie ci rozrywki.
Grabarz nadal trzymał ręce wysoko nad głową, ale jego szeroko rozwarta japa nabrała dramatycznego wyrazu. Hrabia zlitował się. - Przy następnej okazji zaproszę tu tego rudego sodomitę z piłą - westchnął. - Będziesz mógł sobie popatrzeć, jak Sebastian przed nim ucieka, może cię to usatysfakcjonuje.
Flip drgnął nieznacznie. Grabarz skwaszony opuścił ręce i odłożył puszkę na biurko. Chyba zdał sobie sprawę, że nic nie ugra. Skinieniem dłoni zaprosił Flipa i Flapa na zaplecze.
- Szczegółowe informacje na temat okoliczności śmierci tej ślicznotki nie są mi znane, jednakże już pobieżne oględziny pozwalają wnosić, że umierała w straszliwych męczarniach. Muszę przyznać z najwyższym podziwem, że morderca, kimkolwiek był, wykazał się wyjątkową rafinerią...
- Chyba raczej "wyrafinowaniem" - wtrącił Hrabia.
- Ach tak, to też - Grabarz odchrząknął nerwowo. - jak już go spotkacie, przekażcie mu ode mnie słowa uznania.
Zaplecze było małym, zatęchłym i nieprzyzwoicie zagraconym pomieszczeniem. Zbutwiałe podłogowe dechy zdawały się zapadać wraz z każdym postawionym na nich krokiem. Skrzypieniu namokłego drewna towarzyszył mięsisty chlupot - dolne warstwy pokrycia podłogi przegniły już doszczętnie i została z nich już tylko błotnista paćka, która przy każdym mocniejszym nacisku wypływała na powierzchnię przez szczeliny w wierzchnich, jeszcze jako-tako trzymających się deskach. Na środku izby stał przysadzisty katafalk, na nim zaś spoczywała duża, czarna trumna.
- Poczułem z nią głęboką, wymykającą się banalnym, psychologicznym definicjom, więź od pierwszego wejrzenia - rozgadał się Grabarz. - Jej nieme usta zdawały się szeptać "Pochowaj mnie tak, jak jedną ze swoich francuskich modelek"! - zamaszyście odwalił wieko trumny. W trumnie, na posłaniu ze szkarłatnego aksamitu spoczywała ogromna, zupełnie łysa lalka Barbie. Z ogolonego czerepu sterczały resztki plastikowych blond włosów. Błękitne, namalowane oczy wpatrywały się tępo w sufit, półotwarte usta odsłaniały jednolitą, śnieżnobiałą atrapę uzębienia.
- Józefina Mirabella von Munchstein, urodzona 9 lipca roku pamiętnego, zmarła około 20 października roku bieżącego, przypuszczalnie ofiara eksperymentów przeprowadzanych przez paramilitarną organizację znaną jako Shinsengumi...

Cz. 2

Hikikomori~Ballada o aspołecznym samuraju

Chibiusa obudziła się zlana zimnym potem. Przez długą chwilę nie mogła złapać oddechu. Powoli docierało do niej, że to to był tylko sen. Koszmarny, traumatyczny sen. Wszystko jest w porządku. Spojrzała na półkę z zabawkami i poczuła, jak żołądek podchodzi jej do gardła. Józefiny nie było. A więc to jednak nie był sen. Oto sprawdzał się najgorszy scenariusz. Chibiusa wiedziała, że nigdy nie powinna była oddawać Józefiny w ręce Shinsengumi. Ale może nie było jeszcze za późno. Nie można się jeszcze poddać. Chibiusa postanowiła niezwłocznie udać się do siedziby policji politycznej i odzyskać swoją cenną lalkę, nieważne, jakim kosztem.
Była czwarta nad ranem, a kwatery Shinsengumi mieściły się niemal na najniższym poziomie Pałacu, głęboko pod ziemią. Niżej była już tylko kotłownia. Chibiusa jednak wiedziała, że nie ma teraz czasu na wątpliwości. Najkrótsza droga do siedziby samurajów prowadziła poprzez wąziutką, zbudowaną na planie kwadratu klatkę schodową, mieszczącą się tuż obok małego pokoiku, w którym urzędował facet zawiadujący obejmującym cały zamek systemem szybów na brudne pranie. O tej porze pewnie spał. Chibiusa na paluszkach wymknęła się z pokoju. Wczorajsza eskapada do łazienki rodziców była igraszką w porównaniu z dzisiejszym wyczynem.
Chibiusa ostrożnie przemknęła obok pokoiku zawiadowcy szybów i stanęła u szczytu klatki schodowej. Ściany były jasnobeżowe, pomalowane we wzorek a la „odcisk mokrej szmaty”, a podłoga wyłożona była jasnymi kafelkami. Dziewczynka zaczęła powoli schodzić, kurczowo trzymając się poręczy. Na wysokości pierwszego piętra piwnicy zniknęły kafelki, ukazując gołą, betonową konstrukcję, a poręcz powoli robiła się coraz mniej przyjemna w dotyku. W końcu pojawiły się metalowe, ciemne drzwi z dużym napisem hiraganą „Shinsengumi” i niżej „Policja Polityczna Wielkiego Imperjum Kryształowego Tokio”. Chibiusa nacisnęła klamkę i weszła w szeroki korytarz z kamienną podłogą i mnóstwem drzwi po obydwu stronach. W powietrzu unosił się zapach zabawek dla chłopców, który Chibiusa znała z przedszkola i zapach dziwnego jedzenia. Mała Dama podeszła do niewielkich drzwiczek, na których przyklejona była biała kartka od kserokopiarki z napisem „medyk” wykonanym flamastrem. Zapukała. Zza drzwi dał się słyszeć głuchy odgłos przewalania czegoś ciężkiego i po chwili Chibiusie ukazała się najpierw blada, pryszczata twarz, a zaraz potem cała postać Keisuke Mizuno, syna cioci Ami i wujka Zoisite; człowieka tysiąca talentów, z których wszystkie służyły szemranym celom Shinsengumi. Oficjalnie Kei był wojskowym medykiem, ale nikt nie miał do niego dużego zaufania, bo chodziły pogłoski, że prowadzi on eksperymenty na ludziach albo przynajmniej ma takie plany. Oprócz tego zajmował się sprawami technicznymi Shinsegumi, naprawianiem różnych urządzenień, obsługą sieci komputerowej i zarządzaniem systemem komunikacji. Był też najlepszym przyjacielem Tośka. Chibiusa usłyszała kiedyś w sekrecie, że największym marzeniem tego ostatniego jest wziąć udział w wielkiej epickiej bitwie i odnieść rozległe rany, które w normalnej sytuacji doprowadziłyby do paraliżu na resztę życia, a potem zostać przywróconym do pełni sprawności jako superpotężny cyborg-mutant w ramach zakazanych, paramedycznych eksperymentów Keisukego. Toshi miał później udawać, że wcale tego nie chciał. Jak na razie cała eskapada była w fazie bardzo odległych planów.
Keisuke był chudym, przygarbionym nastolatkiem o błękitnych włosach i rozbieganych, podkrążonych oczach skrytych za wielkimi okularami. Dzisiaj, tak jak zazwyczaj, miał na sobie dżinsy i rozciągnięty sweterek z napisem „Shinsengumi”. Dodatkowo nakryty był swoim ulubionym kocykiem w romby.
- A co to się stało? O tej porze wszystkie księżniczki powinny spać! – powiedział Kei tonem, który Chibiusie niepokojąco przypominał Grabarza z jej snu.
- Przyszłam po Józefinę – oznajmiła lakonicznie dziewczynka.
- Po kogo?
- Moją laleczkę, Józefinę. Toshi-kun obiecał, że mi ją naprawisz.
- Uuuu, takie buty – zamyślił się Kei. – Faktycznie, Toshi przyniósł mi dzisiaj laleczkę Barbie, że niby mam jej przyfastrygować włosy. Co ja jestem, fryzjer, lalkarz? – jęknął. Po chwili zreflektował się pod wpływem błagalnego spojrzenia wbitych w niego oczu Chibiusy. – No dobrze, zobaczymy, co da się zrobić – to mówiąc, Keisuke wycofał się do swojego pokoju. Chibiusa podreptała za nim.
Pokój Keisukego był wyjątkowym miejscem. Mała Dama trochę się go bała, ale wzbudzał on w niej też nieodpartą fascynację. Wypełniony był mnóstwem tajemniczych urządzeń z mrugającymi, kolorowymi diodami, dziwacznymi figurkami, stosami książek i magazynów. Jedna ze ścian była w całości wyklejona plakatami z anime. Józefina leżała na półce niedaleko komputera, cała i zdrowa, ale nadal łysa.
- Najpierw trzeba znaleźć jakieś włosy... – stwierdził przytomnie Keisuke i zniknął za stertą rupieci wypełniających pokój. Po dłuższej chwili wyłonił się z powrotem, trzymając w dłoni małe papierowe pudełko. – To się chyba nada – powiedział z pewnym zawahaniem w głosie. Wziął lalkę z półki i ponownie zagłębił się w swojej stercie, zza której po chwili zaczęły dobiegać umiarkowanie niepokojące odgłosy. Po jakichś piętnastu minutach, które Chibiusa spędziła wpatrując się w imponującą kolekcję plakatów, Kei powrócił, dzierżąc w ręcę Józefinę. Jej głowę zdobiła teraz bujna, płowo-ruda grzywa. Chibiusa popatrzyła na lalkę z miną wyrażającą ambiwalentne uczucia.
- Józefina była blondynką – powiedziała w końcu.
- No bardzo mi przykro, ale akurat miałem na stanie rude – zasępił się Kei.
- No dobra, mogą być rude, nie szkodzi – Chibiusa wzięła lalkę do ręki i z satysfakcją wypisaną na twarzy obejrzała ją ze wszystkich stron. – Dziękuję, Keisuke-kun – powiedziała w końcu. – Jesteś fajny, jak na chłopaka.
- Spoko, cała przyjemność po mojej stronie – Kei podrapał się po głowie.

Cz. 3

Laurant Laurant~Bezsenni wędrowcy horyzontu

Chibiusa uradowana pomaszerowała z powrotem do swojego pokoju. Starannie zamknęła za sobą drzwi, położyła Józefinę na półce z zabawkami i już miała się położyć do łóżka, kiedy ujrzała Heliosa, siedzącego przy stoliczku w kącie i przyciskającego do nosa zakrwawioną chusteczkę higieniczną.
- Helios, skąd się tu wziąłeś? – zdziwiła się Mała Dama.
- O, widaj, Dżibiuza-dżan – jęknął Helios.
- Co ty tu robisz o takiej porze i, o rety!, co ci się stało w nos?
- Do długa hisdoria – wybuczał Helios, po czym głośno wydmuchał nos w chusteczkę. – Musiałem się wynieść z Elizjonu. To już nie jest bezpieczne miejsce. Naschodzili się tam jacyś dziwni ludzie. Nazywają siebie Laurantami. Ja się ich boję, to jest jakaś sekta, oni na pewno są niebezpieczni. Powiedzieli, że Elizjon należy teraz do nich i że jak mi się nie podoba, to...to...nic ich to nie obchodzi!
- I to oni rozwalili ci nos? – zapytała Chibiusa.
- Nie...słuchaj co było dalej. Stwierdziłem, że nie wytrzymam tam już ani chwili dłużej i się wyniosłem. Ale oni coś grzebali przy przejściu między światami! I jak przeniosłem się do waszego świata, to zaryłem ryjem w posadzkę!
- I wtedy rozwaliłeś sobie nos?
- Nie, nie, nie, podniosłem się z posadzki i widzę takiego dryblasa, się na mnie patrzył. I on wtedy nazwał mnie, cytuję, p*****nym rojalistą podgryzającym korzenie legalnej, uczciwej władzy i podkopującym fundamenty społeczeństwa. I rozwalił mi nos.
- Dryblas? – zdziwiła się Chibiusa. – Jak wyglądał?
- A taki wysoki kolo w czarnym płaszczu i podkutych butach, z blond Elvisem na głowie i pekaesami...To jakiś gangster był, jak bum cyk cyk!
- To na pewno był Sōji. Tak, to na pewno on. Oni wszyscy w Shinsngumi mają bzika na punkcie rojalistów, ale Sōji-kun to już w szczególności.
Sōji Aino, syn cioci Minako i wujka Kunzite, był jednym z członków Shinsengumi. Nieco nieokrzesany osiłek, a zarazem laluś, odznaczał się dużym ego i pewną umysłową ociężałością.
- On już taki jest, czasami zdarza mu się komuś przyłożyć, bo coś mu się wydawało...No nic się nie da na to poradzić.
- Powiedz mi tylko jedną rzecz – zamyślił się Helios. - Shinsengumi zajmują się zwalczaniem wrogów władzy Kryształowego Tokio. Dlaczego ten Sōji wyzywał mnie od rojalistów, przecież rojaliści to właśnie zwolennicy monarchii...Czegoś tu nie rozumiem.
- No bo widzisz, Helios-kun, my rojalistami nazywamy środowiska dążące do przywrócenia władzy nad Japonią rodowi cesarskiemu – Chibiusa rozpoczęła wyjaśnienia. – Zanim mama została królową świata, Japonią rządzili cesarze, potomkowie bogini Słońca Amaterasu. To oczywiste, że są wrogami mamy, która jest potomkinią bogini Księżyca. Doszło nawet do rozłamu w religii sintō. Oficjalną religią Kryształowego Tokio jest księżycowe sintō, którego główną kapłanką jest ciocia Rei. Rojaliści są wyznawcami ortodoksyjnego odłamu, czyli słonecznego sintō, którego głową jest cesarz. Hmm, może to dlatego Sōji uznał cię za ich sprzymierzeńca, w końcu Helios to imię greckiego boga Słońca.
- Taak, a przy okazji...Ci Lauranci to też jakaś wywrotowa zgraja – zauważył Helios. – Ciągle mówią o jakimś królu Jego Wysokości, który...no...mnie to wygląda na rodzaj kultu jednostki.
- Powiem o tym mamie – uspokajająco rzuciła Chibiusa. – I powiem Sōjikowi, żeby cię przeprosił.
- Wielkie dzięki – mruknął kapłan Elizjonu, ocierając zakrwawiony nos wierzchem dłoni. – A tak w ogóle...to mogę dzisiaj u ciebie spać? – zapytał z zakłopotaniem. – Wiesz, bo nie bardzo mam gdzie dzisiaj spać. A do Elizjonu na pewno nie wrócę! Nie teraz, kiedy są tam ci barbarzyńcy.
- Spoko, mam duże wyrko, zmieścisz się – familiarnie odparła Mała Dama, gramoląc się do łóżka.
- W łóżku?! Nie nie nie, nie mogę do łóżka! Nie mogę do twojego łóżka – Helios poczerwieniał jak, za przeproszeniem, indyk.
- Dlaczego – zdziwiła się niepomiernie Chibiusa.
- Bo nie i koniec! – histerycznie jęknął kapłan. Już wiem! Zamienię się w pegaza, konie śpią na stojąco, to sobie po prostu stanę i będę stał.
- No nie wiem – strapiła się Mała Dama. – Mama nie pozwala mi trzymać zwierząt w pokoju.
Helios spojrzał na nią z poczuciem głęboko urażonej godności wypisanym na twarzy.
- Nie nazywaj mnie zwierzęciem! – obruszył się do żywego. - Jestem świętą istotą, chroniącą bram świata snów i marzeń!
- Ale z technicznego punktu widzenia – Chibiusa użyła sformułowania, którego nauczyła się od Toshiego – jesteś koniem. To znaczy, teraz nie jesteś, ale będziesz, jak się w niego zmienisz.
Helios był pod wrażeniem bezbłędnej logiki, zaprezentowanej przez dziewczynkę.
- No dobra, możesz się tu przespać pod postacią konia – stwierdziła w końcu Chibiusa. – Najwyżej jakoś to wytłumaczymy mamie.
Wkrótce potem spokojny sen zmorzył jedną małą dziewczynkę, jednego konia i jedną lalkę Barbie. To była ciężka noc. Tymczasem piwnicę zamku przeszył jęk zgrozy.
- Co ja najlepszego zrobiłem? – wrzasnął Keisuke Mizuno, zorientowawszy się, czym tak naprawdę były włosy, które przeszczepił Józefinie Mirabelli von Munchstein.
Ostatnio zmieniony przez 2015-09-01, 20:36, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
boom boom ba 
licho nie śpi

Ulubione postaci z SM: Chibi Chibi?
Seiya czy Mamoru?: Easy Brothers
Ulubiony utwór z Anime: Umi Sakai Unasaka
Posty: 297
Skąd: przyszliśmy...
Wysłany: 2015-02-13, 19:19   

Dziękuję Kochana za dedykację i wizytę u Grabarza^^
Jak wszelkie historie o Chibiusie są mi obojętne, tak Twój fanfick jest cudny, fajowy i wciągający. Tylko dlaczego musiałaś na koniec dać tego cliffhangera? Mam nadzieję, że szybko dopiszesz następną część, w której rozwikłasz tajemnicę pochodzenia włosów, bo mi się tyle głupich rzeczy nasuwa, że aż wstyd.




*(wybacz Annorelko, każdy ma własnych pupili;)
_________________
`I believe in a lot of things. I believe in the healing power of bunnies (...) and big, warm, moist, gooey chocolate chip cookies that melt in your mouth and all over your face.`
 
 
Eragon 
Lord



Ulubione postaci z SM: Usagi,Mako,Hotaru i Endymion
Seiya czy Mamoru?: Endymion
Ulubiony utwór z Anime: La Soldier
Posty: 418
Skąd: Srebrne Milenium
Wysłany: 2015-07-12, 01:59   

Sock kiedy będzie następna część ?
 
 
SockPuppet
[Usunięty]

Wysłany: 2015-07-12, 10:50   

Spróbuję dokończyć ten rozdział, który teraz piszę, ale on jest straaasznie nudny. Nic się w nim nie dzieje. Z drugiej strony odczuwam potrzebę napisania go.

[ Dodano: 2015-09-01, 21:29 ]

To będzie najnudniejszy rozdział jak do tej pory.

Dodałam tytuły i numerację do poprzednich epizodów~!

AKT VII

Creme de la creme~Najlepsi z najlepszych

- Uważaj, Pyza, tu jest taki paskudny stopień – Książę Endymion mocniej złapał Księżniczkę Serenity pod rękę. Obcas zgrzytnął. Po niskich, rozległych schodach z marmuru oboje zeszli do ogromnej, podłużnej sali. Robiła wrażenie. Wielka połać sufitu ozdobiona była polichromowaną na złoto sztukaterią; pod ścianami, pokrytymi tapetą w różowe kwiatki, stały dwa rzędy rzeźbionych w marmurze nagich młodzieńców, osłoniętych jedynie listkiem bluszczu. Każdy trzymał na głowie wielką kamienną donicę, w donicach rosły zaś olbrzymie kwitnące kaktusy, naprzemiennie z różowymi pnącymi różami. Na środku sali znajdował się długi, drewniany stół, zastawiony drogocenną porcelaną. Część gości już przybyła; swoje miejsca zajmowali książęta i księżniczki, biskupi i generałowie, kwiat palestry i śmietanka artystyczna. Zapowiadał się wyborny bankiet.
Serenity przyjrzała się bliżej mijanemu właśnie kamiennemu młodzianowi. Jego twarz wykrzywiona była cierpieniem. Nic dziwnego, wokół szyi owijał mu się kolczasty pęd róży. Westchnęła rzewnie.
- Oznajmiam przybycie księżniczki Serenity z Księżycowego Królestwa wraz z bratem, księciem Shingo, oraz księcia Endymiona z Królestwa Ziemi, jej narzeczonego – zakrzyknął triumfalnie chudy, kostyczny brodacz w pasiastej liberii. Dwaj niscy lokaje obcięci „na pazia” doskoczyli zaraz do Serenity, Endymiona i Shingo i zaprowadzili ich do wyznaczonych miejsc przy stole. Książę i księżniczka rozsiedli się w wygodnych złoconych krzesłach. Serenity siedziała teraz dokładnie na wprost cierpiącego marmurowego młodzieńca. Endymion zajmował miejsce po jej lewej stronie, po prawej zaś siedział Shingo. Natomiast po prawej stronie tego ostatniego siedział blady, anemiczny brunet z cienkim, mizernym końskim ogonem związanym wielką kokardą, ubrany w fioletowy kaftan. Patrzył się tępo w swój talerz, na razie pusty. Serenity wiedziała skądinąd, że jest to niejaki wojewoda Hiacynt Zarąbajłło. Miejsce po lewej stronie Endymiona było puste.
- Oznajmiam przybycie Królowej Coperniki ze Słonecznego Królestwa – rozległo się po całej sali. Teraz wkroczyła dystyngowana dama z długimi, złotymi lokami, ubrana w suknię wyszywaną szafirami i szmaragdami i z ogromną koroną na głowie. Tren jej sukni niosło dwóch karłów przebranych za rajskie ptaki, w maskach z pawich piór. Królowa zstąpiła z gracją ze schodów i pozwoliła usłużnym lokajom poprowadzić się do stołu.
- Ale się odwaliła...Od razu widać, że babka jest z peryferii – szepnął Endymion do ucha Serenity, wygodnie sadowiąc się na krześle. Królestwo Słońca było jedną z licznych gwiazd – satelitów Księżyca. Jego królowa słynęła z upodobania do przepychu i ekstrawagancji. W swoim monumentalnym zamku miała oswojone lamparty, egzotyczne ptaki w klatkach i fontannę sikającą czerwonym winem. Nie zmieniało to faktu, że Słoneczne Królestwo już wówczas było państewkiem liczącym się jedynie jako eksporter cytrusów.
- Skoro o dziwakach mowa – Serenity zmieniła temat. – Co się stało z twoimi chłopakami?
- Zoisite znowu miał torsje...Udali się z nim na stronę – wytłumaczył dyskretnie Endymion.
-Wszyscy?
-Wiesz, to chyba dobry pomysł, żeby NIE puszczać Zoisita samego, zwłaszcza w takim stanie. Zwłaszcza w obcym miejscu. Z drugiej strony nie jestem pewien czy to dobry pomysł, żeby wyswatać tych zwyroli z twoimi kobitkami...
-Oj tam, oj tam. Ja ci mówię, że to się uda. Dziewczyny też są za. Wenus trochę kręciła nosem, że zaaranżowane małżeństwa są nieromantyczne i w ogóle, ale zmieniła zdanie, gdy zobaczyła Kunzita bez koszuli.
- Oznajmniam przybycie reprezentanta królowej Wiktorii z Wielkiej Brytanii - hrabiego Ciela Phantomhive’a – rozmowę Księcia i Księżniczki przerwał królewski krzykacz.
Oczy wszystkich zwróciły się na kolejnego gościa. Każdy chciał zobaczyć, jakiegóż to wyniosłego męża nadała królowa brytyjska jako swojego zastępcę. Rzeczywistość nie odpowiadała oczekiwaniom – ku pewnemu rozczarowaniu zebranych hrabia Phantomhive okazał się być trzynastoletnim berbeciem w tweedowym płaszczyku w jodełkę i małym kapelusiku. Prawe oko miał zasłonięte piracką, jak gdyby, przepaską, a jego prawica spoczywała na rzeźbionej metalowej gałce gustownej laski, która postukiwała donośnie, podkreślając rytm kroków hrabiego. Za hrabią zaś dreptał nieziemsko przystojny kamerdyner w czarnym fraczku.
- Ale ciacho... – szepnęła Serenity z rozanieloną miną i westchnęła głośno. Hrabia-smarkacz i jego kamerdyner podążyli za dwójką lokajów – Nie martw się, ty też jesteś ciacho – dodała zaraz, mocno wtulając się w ramię ukochanego. Endymion uważnie śledził wzrokiem małego dygnitarza. Dzieciak był jakiś podejrzany. Kamerdyner tym bardziej. Źle mu z oczu patrzyło. Z której niby strony on jest ciachem? Książę miał nadzieję, że ten cały Phantomhive usiądzie możliwie daleko z tym swoim przydupasem. Dlatego też z narastającym niepokojem obserwował, jak hrabia zbliża się do wolnego miejsca po jego lewej stronie. I oczywiście na nim siada. Pięknie. Musieli go posadzić akurat tutaj. Jego służący, sztywny jak kij od szczotki, stanął tuż za krzesłem swojego pana. Endymion poczuł się nieswojo. Miał wrażenie, że kamerdyner się w niego wpatruje. Żeby stwierdzić czy tak jest w istocie Książę musiałby jednak spojrzeć w tamtym kierunku, a przecież nie wypada się gapić w cudzego służącego bez dobrego powodu. Co za życie.
- Oznajmiam przybycie marszałka Józefa Piłsudskiego z Polski – rozważania Endymiona przerwało wejście barczystego wąsacza w oficerskim mundurze, o sokolim, przenikliwym sporzeniu, który dziarskim, wojskowym krokiem przemaszerował przez salę i zajął miejsce kilka siedzeń na lewo od hrabiego Phantomhive’a, z tym, że po drugiej stronie stołu.
- Oznajmiam przybycie Króla REVO z Królestwa Horyzontu – oto na salę przydreptał elegancki Japończyk w ciemnych okularach i z pomalowanymi na czarno paznokciami. Wyglądał na niezmiernie strapionego faktem, że nie miał możliwości wkroczyć przy akompaniamencie chóru i orkiestry symfonicznej. Zadowolił się odtworzeniem z telefonu komórkowego ośmiobitowej wersji utworu, który napisał na własną część i który pełnił rolę hymnu państwowego Królestwa Horyzontu.
- A więc to jest ten słynny REVO...Inaczej go sobie wyobrażałem – westchnął Endymion.
- Jak go sobie wyobrażałeś, misiu? – zapytała jego narzeczona.
- Jakoś tak...bardziej majestatycznie – zastanowił się książę.
- Ależ on jest majestatyczny...W taki inny sposób. Taki rockowy.
- Gdzie on jest rockowy? Już bardziej rockowy jest tamten kolo – Endymion wskazał na Gordona Shumwaya XIII, króla planety Melmac, ubranego w obcisły biały kombinezon wyszywany cekinami i ozdobiony złotymi epoletami w kształcie lwich łbów.
- Nie znasz się na nowoczesnym rocku – skwitowała Serenity.
- Ja się nie znam?! – obruszył się książę. – przyznaj się, po prostu ci się ten koleś podoba! Najpierw kamerdyner, a teraz ten kurdupel z paznokciami – Endymion zorientował się, że to ostatnie zdanie wypowiedział głośno. Kilka twarzy zwróciło się w jego stronę. Książę zamilkł i wbił wzrok w swój talerz.
Serenity obserwowała przewijających się przed jej oczami przedstawicieli królewskich i szlacheckich rodów, notabli, dygnitarzy i szeroko pojętej śmietanki towarzyskiej. Powoli przestawała ich odróżniać od siebie. W końcu jednak szerokie odrzwia, przez które wkraczali na salę goście, zamknęły się ze skrzypieniem, a chwilę potem otworzyły się podobne drzwi, po drugiej stronie stronie sali, u szczytu wysokich, wyłożonych kobiercem schodów. Nad drzwiami znajdowało się godło Polarnego Królestwa – biały niedźwiedź w koronie, trzymający w łapie kłos zboża.
- Oznajmiam obecność miłościwie nam panującego króla Polarnego Królestwa, władcy Małego i Wielkiego Wozu, Pana najwyższych partii firmamentu, Jego Wysokości Króla Jędrzeja wraz z czcigodną małżonką, Jej Wysokością królową Demeter.
Król Jędrzej wszedł na salę prężnym krokiem i stanął u szczytu schodów. Był niewysoki, miał białą, kędzierzawą perukę, czarne wąsy i bródkę, ubrany był w błękitny kaftan i płaszcz z gronostajem. Obok niego ustawiła się jego żona, piękna, szczupła, czarnowłosa kobieta po czterdziestce ubrana w karmazynową suknię z dużym dekoltem. Była wyższa od męża.
- Nasza Wysokość ma zaszczyt powitać wszystkich naszych przyjaciół oraz tych wszystkich, których zaszczytu nazywania przyjaciółmi Nasza Wysokość żywi nadzieję wkrótce dostąpić! – oznajmił donośnie król, powoli zstępując ze schodów. – Niech żyje Sojusz Siedmiu Królestw!
- Niech żyje! – odpowiedział mu chór głosów.
- Oznajmiam obecność Królewny Cecylii oraz Księżniczki Liselle – kontynuował królewski zapowiadacz. Przez te same drzwi, przez które przed chwilą wkroczył Król weszła drobnym kroczkiem ruda, piegowata Księżniczka w różowej sukni i uśmiechnęła się promiennie. Chwilę potem niemrawo i powolutku wtoczyła się blada, białowłosa Królewna w śnieżnobiałej sukni. Potoczyła nieobecnym wzrokiem po całej sali i westchnęła.
Królewna Cecylia była córką Króla Jędrzeja i Królowej Marioli, która umarła, gdy Cecylia była bardzo mała. Król ożenił się potem ponownie. Cecylia miała włosy długie i białe jak śnieg, rzęsy czarne jak heban i nos czerwony jak kropelka krwi. Miała katar. Była zachwycająco piękna i robiła dobre wrażenie dopóki się jej osobiście nie poznało. Była tępa i wkurzała ludzi swoim zachowaniem. Kolekcjonowała małe, kolorowe przedmioty, takie jak koraliki czy guziki i wymuszała na ludziach różne rzeczy płaczem i tupaniem. W skrajnych przypadkach rzucała się na ziemię i biła w nią pięściami.
Księżniczka Liselle była osieroconą siostrzenicą Królowej Demeter, mieszkającą w zamku razem z rodziną królewską. Była bystra, miła i kochała przyrodę, a wszyscy czuli się dobrze w jej towarzystwie. Na tle głupawej i żyjącej we własnym świecie Cecylii wypadała korzystnie, dlatego zawsze starała się być w jej towarzyswie żeby ludzie je porównywali ze sobą.
Król i Królowa zajęli miejsca u szczytu długiego stołu. Tymczasem Liselle skierowała się w głąb sali. Cecylia poczłapała za nią niemrawo. Ku pewnemu zaskoczeniu Serenity Cecylia usiadła dokładnie naprzeciw niej, a Liselle tuż obok, naprzeciw Księcia Shingo. Jaka idea przyświecała organizatorom przyjęcia, kiedy rozsadzali jego uczestników? Serenity zdawało się, że miejsca przy stole zostały przydzielone zupełnie randomowo.
- Oznajmiam zupę grzybową.

[ Dodano: 2016-06-01, 17:08 ]
Opisy wszystkich postaci, które już się pojawiły i tych, które mogą się jeszcze pojawić. Potraktujcie to jako kolejny rozdział.

Usagi Tsukino/Czarodziejka z Księżyca/Nowa Królowa Serenity
Królowa Kryształowego Tokio, córka Królowej Serenity i Mistrza Tvardowskiego, znanego wśród sintoistów jako bóg Tsukiyomi. Myśli, że ma realną władzę, ale tak naprawdę nie zna się na polityce. Obiekt kultu Sinto Księżycowej Księżniczki, oficjalnej religii państwowej Kryształowego Tokio. Wierzy w prymat idealizmu nad technokracją. Jest uważana za posiadaczkę najczystszego i najszlachetniejszego serca, ale przeczy temu fakt, że w poprzedniej Roman popełniła samobójstwo i że zrobiła „to” z Mamorem przed ślubem. Jest jedną z dwóch najpotężniejszych mahou shoujo, obok Madokami.
„Prawdziwa siła jest w naszych sercach, nie wybaczę temu, kto plugawi ludzkie serce”

Mamoru „Mamor” Chiba/Tuxedo Kamen/Król Endymion
Król Kryształowego Tokio i mąż Nowej Królowej Serenity. Syn króla Dymiona i Królowej Gai. W poprzedniej Roman zginął zabity przez beznadziejnie zakochaną w nim stalkerkę Beryl. Oficjalnie jego związek z Serenity był zakazanym uczuciem, które rozkwitło wbrew przeciwnościom losu, ale w rzeczywistości ich niedoszłe do skutku w czasach Srebrnego Millenium małżeństwo zostało zaaranżowane w celu wzmocnienia sojuszu między Ziemią a Księżycem.
„Ci, którzy poddali w wątpliwość prawdziwość naszej legendy, nie pozostaną bez kary”

Shingo
W poprzedniej Roman był starszym bratem Serenity, ale obecnie jest jej młodszym bratem. Tragicznie zakochany w Cecylii. Podczas Wielkiej Wojny z Królestwem Ciemności zdradził Księżycowy Sojusz i dlatego został skazany na zapomnienie.
„Nie wybaczę czegoś takiego nawet własnej siostrze”

Usagi „Chibiusa” Tsukino/Mała Dama
Córka Nowej Królowej Serenity i Króla Endymiona. Ma ponad 900 lat, ale zachowuje wygląd i psychikę małego dziecka. Jest bardzo przywiązana do swojej lalki Barbie, Józefiny Mirabelli von Munchstein. Zakochana z wzajemnością w Heliosie, czego jej rodzice nie chcą przyjąć do wiadomości, argumentując, że Helios jest koniem, a w rzeczywistości dlatego, że jest on ofiarą losu.
„Chłopcy są dziwni”

Helios
Strażnik Krainy Snów, Elizjonu. Uciekł na Ziemię po tym, jak Elizjon został podbity przez Laurantów; zakochany z wzajemnością w Chibiusie. Chciałby należeć do Shinsengumi, ale wie, że go nie przyjmą, bo jest za słaby fizycznie i psychicznie. Potrafi zmienić się w skrzydlatego konia.
„Nie jestem osobą, której poszukuje ten zwyrol w masce”

Rei Hino/Czarodziejka z Marsa
Najwyższa kapłanka kultu sinto Księżycowej Księżniczki, oficjalnej państwowej religii Kryształowego Tokio, stojącej w opozycji do ortodoksyjnego kultu sinto Słonecznego Cesarza. Nienawidzi karaluchów. Potrafi wróżyć z ognia i wypędzać złe duchy. Swojego syna Toshiego traktuje jak obcą osobę. Została wydziedziczona przez swojego dziadka, który jest kapłanem ortodoksyjnego kultu.
„Przepadnij zły duchu, w imieniu Marsa”

Jadeite
Jeden z generałów Królestwa Ziemi, Czterech Niebiańskich Królów. Chce uchodzić za twardziela, ale jest zupełnie nijaki. Jako jedyny z czwórki ma krótkie włosy.
„Jestem generałem, umiem naprawiać komputery”

Nephrite
Jeden z Czterech Niebiańskich Królów. Jako jedyny spośród nich uchodzi za osobę odpowiedzialną. Książę Endymion bardzo mu ufa i zwierza mu się po pijaku.
„Jako reprezentant Niebiańskich Królów odmawiam przyjęcia odpowiedzialności za ten incydent”

Zoisite
Kolejny z Czterech Niebiańskich Królów. Neurotyczny i skrajnie nieodpowiedzialny piękniś, wymagający ciągłej opieki i pilnowania, żeby nie zrobił sobie krzywdy i wstydu. Ofiara losu o słabym zdrowiu i przerośniętym ego. Często wymiotuje.
„Kto jest królem parkietu? Ja jestem królem parkietu!”

Kunzite
Przywódca Czterech Niebiańskich Królów. Charyzmatyczny twardziel o stalowych nerwach, jego niepisanym obowiązkiem jest pilnowanie Zoisite’a. Nieco ciasny, ale skuteczny.
„Ja nie jestem od sprzątania, od sprzątania są oni”

Toshizou „Toshi” Hino (pseudonim operacyjny „Zgrywus”)
Wicedowódca Shinsengumi, policji politycznej Kryształowego Tokio. Stara się sprawiać wrażenie zimnego, twardego i profesjonalnego. Z własnej woli został królikiem doświadczalnym Keisukego, bo liczy, że zyska dzięki temu nadludzkie moce. Zamierza potem udawać, że wcale tego nie chciał. Jego największym idolem jest kapral Levi, którego stara się naśladować; obciął nawet włosy, żeby wyglądać podobnie. Posiada katanę o imieniu Mangettou, ale jego ulubioną bronią jest Szkarłatny Łuk i Strzała, niematerialny, potężny oręż uczyniony ręką Revo.
„Droga Czerwonego Lotosu poprowadzi moje ostrze na pohybel rebeliantom”

Keisuke Mizuno (pseudonim operacyjny „Kot proboszcza”)
Główny medyk i strateg Shinsengumi. Eksperymentuje na ludziach (na sobie i na Toshim). Aspołeczny, uzależniony od gry MMORPG „Pantheon: Glorious Regalia”, gdzie ma max lvl szamanem na postaci Shinsengummy_boy. Jego miecz nosi nazwę Suigettou, a jego ulubioną techniką bojową jest „Mercury Bohemian Rhapsody”. Jest odkrywcą oddziaływań revoidalnych.
„To jedyny sposób, żeby wyjaśnić naturę Wszechświata”

Isami Kino (pseudonim operacyjny „Proboszcz”)
Dowódca Shinsengumi. Przywiązuję dużą wagę do etosu samuraja. Lubi podziwiać kwiaty wiśni pijąc sake z płaskiej czarki. Dzieciństwo spędził u wujka w Touhoku i dlatego mówi z akcentem. Specjalizuje się w budowaniu lepianek, czołganiu się i rozpoznawaniu głosów ptaków. Jego miecz nazywa się Ugettou.
„Nie pozwolę temu chłystkowi siedzieć na mojej wiśni!”

Souji Aino (pseudonim operacyjny „Wujek Robin”)
Członek Shinsengumi. Ma znajomości w show-biznesie i u yakuzy. Po godzinach pracuje incognito jako członek publiczności w teleturniejach. Zna dużo fajnych knajpek tematycznych w Tokio. Pragnie, żeby ludzie kochali go za intelekt i osobowość, a nie tylko za urodę. Ma katanę imieniem Gekkoutou oraz brzydkiego, szarego kota imieniem Schroedinger.
„Kto nie skacze, ten rojalista”

Luna
Służąca na dworze Kryształowego Tokio zaczarowana w czarnego kota. Woli być kotem niż człowiekiem. Obiekt nieodwzajemnionych uczuć Sebastiana Michaelisa. Ma brata bliźniaka imieniem Apollo i dwoje dzieci z Artemisem, Dianę i Schroedingera.
„Boję się tylko tego, że przestanę być przydatna dla Królowej”

Artemis
Służący Czarodziejki z Wenus zaczarowany w białego kota. Nienawidzi głaskania. Ma siostrę bliźniaczkę imieniem Solaris. Jak na kota dość dobrze umie posługiwać się komputerem.
„Jestem kotem, nie znam się na zakąskach”

Książę Diamant
Beznadziejnie zakochany w Nowej Królowej Serenity anarchista-alkoholik. Stały klient Taverny Królowa Michele. Przyjaźni się z Papą Pierre’m, nie ma pojęcia, że jest przez niego wykorzystywany. Niegdyś należał do Bractwa Czarnego Księżyca. Obecnie jest bezrobotny i stale pożycza pieniądze od swojego młodszego brata Saphira. Mimo chronicznego braku pieniędzy ma nadal spore wpływy.
„Nie przyjmuję do wiadomości tego małżeństwa”

Papa Pierre
Właściciel Taverny Królowa Michele, krypto-Laurant. Zawsze mówi szyfrem, który rozumieją tylko Gabriel Aaronowicz Munchstein i Cecylia.
„A imię jego 0401040401030302”

Wicehrabia Apollo Wirakocza
Brat bliźniak Luny i lider znanego niegdyś zespołu big-beatowego Big Lolo and the Tentacles, do którego należą też Igor, Baron Scorpio i Pedro. Nie może się pogodzić z utratą popularności. Jest służącym słonecznej królowej Coperniki. Kiedyś był zakochany w Cecylii, obecnie jest mężem Solaris. Boi się Izabeli Borowiejskiej, myśli, że ona chce się na nim zemścić za zlecenie jej zabójstwa w poprzedniej Roman.
„Wolałbym nie pamiętać tej historii”

Solaris
Żona Apolla i siostra bliźniaczka Artemisa; służąca królowej Coperniki. Nienawidzi kumpli Apolla z zespołu i uważa, że nazwa Big Lolo and the Tentacles jest głupia.
„To wszystko przestało mieć sens dawno temu”

Królowa Copernika
Władczyni Słonecznego Imperium, republiki bananowej pozostającej w strefie wpływów Księżycowego Królestwa. Przywiązuje dużą wagę do dobrych manier. Lubi otaczać się karłami ubranymi w fantazyjne stroje i egzotycznymi zwierzętami. Zależy jej na pieniądzach.
„Nie posiadam w moim pałacu ani jednej rzeczy, która nie byłaby elegancka”

Igor Piotrowicz Podpaszkin
Perkusista zespołu Big Lolo and The Tentacles, w pierwszej Roman był jedynym służącym Doktora Psycho. Garbaty karzeł z rosyjskim akcentem.
„Witajcie, witajcie, Doktor już na was czeka”

Gabriel Aaronowicz Munchstein
Agent terenowy Laurantów. Kiedyś był kabalistą, tak jak jego ojciec i dziadek, ale doszedł do wniosku, że kabała to dzieło diabła i został Laurantem, żeby zapełnić pustkę w swoim życiu. Alkoholik, pije wyłącznie wino Loraine.
„I to właśnie parszywa Roman mojego życia”

Cecylia
Idealna dziewczyna bez żadnych wad, królewna Polarnego Państwa, obdarzona wyjątkową urodą i nieskazitelnie czystym sercem. Ukochana Tadeusza. Jest geniuszem w każdej możliwej dziedzinie niewymagającej sprawności fizycznej i zawsze ma rację. Jest konserwatywną, fanatyczną katoliczką. Działa ludziom na nerwy. Jest paladynką, czyli świętym rycerzem, aczkolwiek, pomimo, że rycerz ze swej natury jest wojownikiem, Cecylia, będąc słabym i delikatnym dziewczęciem, jest fizycznie i psychicznie niezdolna do jakichkolwiek aktów przemocy; jednakże jej nadprzyrodzone moce przewyższają każdą istniejącą mahou shoujo. Jedynie połączona moc Serenity i Madokami może z nią konkurować. Często gra w Pantheon: Glorious Regalia postacią Kiwi_bird. Jest Laurantem, ale jest też zbyt aspołeczna, żeby być w kontakcie z innymi Laurantami.
„Wszystkie zwierzątka, które zjadłam, pójdą razem ze mną do Nieba w moim brzuchu”

Król Jędrzej
Władca Polarnego Królestwa, ojciec Cecylii. Niemrawy i choleryczny zarazem. Pechowiec, do niczego by nie doszedł, gdyby nie urodził się w rodzinie królewskiej. Po śmierci swojej pierwszej żony Marioli ożenił się z kobietą o imieniu Demeter. W późniejszej Roman założył wspólnie z kolegami firmę Sero-Maq, zajmującą się drukiem na powierzchniach niepłaskich.
„Nie pozwolę tej plugawej istocie zbezcześcić niewinnej duszy i ciała mojej jedynej córki”

Liselle
Bratanica królowej Demeter, księżniczka. Mieszka w pałacu razem z rodziną królewską. Jest permanentnie zazdrosna o urodę i inteligencję Cecylii, chociaż większość ludzi uważa, że z Liselle łatwiej wytrzymać. Zakochana bez wzajemności w księciu Shingo.
„To był tylko głupi dowcip, który miał trwać dwadzieścia cztery godziny”

Róża Zarąbajłło
Bogata arystokratka, siostra bliźniaczka wojewody Hiacynta. Kolekcjonuje miecze. Ma ADHD, ale założyła się z Józkiem, że będzie się zachowywać spokojnie. Jej cztery ulubione miecze nazywają się Wacław, Helmut, Junpei i Jean-Baptiste. Ponieważ są one zbyt ciężkie, żeby nosić wszystkie na raz, Róża zazwyczaj nosi plastikowe repliki. Razem z Józkiem tworzy duet zamaskowanych mścicieli o pseudonimie Zettaiman.
„Rzyci nie urywa”

Hiacynt Zarąbajłło
Wojewoda i teoretycznie rycerz, który z powodu słabego zdrowia nigdy nie zajmował się wojskowym rzemiosłem. Cierpi na co najmniej jedną przewlekłą chorobę, ale nie chce nikomu powiedzieć, jaka to choroba. Zmusza swoją służbę do zamykania go na noc w sypialni na klucz i spuszczania tego klucza do jego pokoju specjalnym zsypem punktualnie pół godziny po wschodzie słońca. Twierdzi, że lunatykuje, ale nikt nigdy nie widział go lunatykującego.
„Nie mam nic do plebsu, ale tego chłystka nie zdzierżę”

Józek
Tajemniczy zwyrol na służbie Zarąbajłłów. Nic o nim nie wiadomo. Józef to nie jest jego prawdziwe imię. Lubi zupę ogórkową. Ma przykry zwyczaj wycierania nosa palcami. Jest zmiennocieplny. Niektórzy twierdzą, że pije ludzką krew, ale to nieprawda. Gra na skrzypcach lepiej niż Michiru Kaiou. Razem z Różą tworzy duet zamaskowanych mścicieli o pseudonimie Zettaiman. Nigdy, przenigdy nie zarobił żadnych pieniędzy w sposób uczciwy.
„Nic nie powiem odnośnie tego incydentu. Nie było żadnego incydentu”

Tadeusz
Nazywany Władcą Demonów. Superpotężna istota obalająca królów i niszcząca imperia. Silniejszy od Goku, silniejszy od Saitamy. Gorszy niż czyste zło i bardziej złowrogi od samego szatana. W odległej przeszłości walczył z królem Natanielem IV stojąc na czele Pocztu Wszystkich Strachów. Jest katolickim radykałem pożerającym niewiernych i bezbożników. Krzyżowiec i konkwistador. Kiedyś zniszczył wszechświat. Jest ukochanym Cecylii. Namiętnie gra w Pantheon: Glorious Regalia postacią Piernik_PL.
„To już nie jest <Teatr Zemsty>, to Boski wyrok na grzesznikach, którzy skazali nas na zapomnienie”

Izabela Marcjanna Borowiejska
Daleka kuzynka Cecylii, admirał kosmicznych piratów i liderka glam rockowej kapeli Pirates of the Opera. Ma lęk wysokości. Często włamuje się ludziom do mieszkań tylko po to, żeby wykąpać się w ich wannach. Pali fajkę.
„Prędzej czy później to po prostu musiało się rozchędożyć”

Nataniel IV
Legendarny i pradawny już w czasach Srebrnego Millenium król Polarnego Państwa, który wsławił się długą i nigdy nierozstrzygniętą walką z Władcą Demonów. Uznawany za szaleńca i tyrana geniusz polityczny i wojskowy, który wziął się znikąd, doszedł do władzy w bardzo niejasnych okolicznościach i w niejasnych okolicznościach zniknął z kart historii pociągając za sobą Władcę Demonów, przy czym ten ostatni pojawił się ponownie w Srebrnym Millenium. Król Nataniel żyje ponoć współcześnie w obecnej Roman, ale nie wiadomo, gdzie i pod jakim nazwiskiem.
„Mam prawo chodzić nago w moim królestwie, jak i poza jego granicami”

Ryszard
Mastermind stojący za ciągiem wydarzeń, które doprowadziły do przejęcia władzy w Polarnym Królestwie przez Nataniela IV-go. Pierwszy minister i osobisty doradca tego ostatniego, mistrz intrygi. Król Nataniel permanentnie się nad nim znęcał z powodów osobistych. Jego obecne miejsce pobytu pozostaje nieznane.
„Nie mogliśmy osadzić na tronie byle kogo”

Margaret
Osobista pokojówka króla Nataniela. Wiecznie zazdrosna o urodę Cecylii, którą zna niewiadomo skąd. Twierdzi, że król ma lubieżne myśli związane z jej osobą, co niekoniecznie jest prawdą, ale on nie wyprowadza jej z błędu z czystej złośliwości.
„Wasza Królewska Mość będzie musiał się przyzwyczaić do tego zaimka”

Dr Hektor von Psycho
Główny medyk dworu królewskiego Polarnego Państwa w każdej Roman. Człowiek, który odegrał kluczową rolę w spisku, który wyniósł na tron Nataniela IV-go. Uważa się za odpowiedzialnego za skrzywiony charakter tego ostatniego i ma z tego powodu wyrzuty sumienia. Ma asystenta o imieniu Igor.
„Stworzyłem potwora”

Madokami/Madoka Kaname
Uważana za boginię wszystkich Mahou Shoujo. Dziewczynka z gimnazjum, która została obiektem kultu ponieważ znalazła się we właściwym miejscu o właściwym czasie. Poświęciła swoją osobową egzystencję żeby ratować mahou shoujo dręczone przez Kyuubeya, ale zachowała samoświadomość. Jest jedną z dwóch najsilniejszych mahou shoujo, obok Czarodziejki z Księżyca.
„Nie pozwolę, żeby ktokolwiek, kiedykolwiek stracił nadzieję”

Homura „Homulilly” Akemi
W mitologii madokaistów pełni rolę szatana. Niezrównoważona psychicznie gimnazjalistka tragicznie zakochana w Madoce, a przynajmniej o to podejrzewana. Posiada męskiego sobowtóra żyjącego w alternatywnej Roman, który też kocha Madokę i jest biszonenem, ale madokaiści go nienawidzą, bo są fetyszystami żeńskiego homoseksualizmu.
„To miłość. Nie zamierzam tego tłumaczyć”

Ciel Phantomhive
Trzynastoletni angielski hrabia funkcjonujący w półświatku jako oficjalny człowiek od brudnej roboty królowej Wiktorii. Zgorzkniały i cyniczny młodzieniec, który został głową rodziny Phantomhive po tragicznej śmierci wszystkich swoich krewnych. Myśli, że zaprzedał duszę diabłu. Jedyną rzeczą, która sprawia mu przyjemność jest znęcanie się nad swoim kamerdynerem Sebastianem. Oprócz Sebastiana służą mu kucharz Baldroy, pokojówka Maylene, ogrodnik Finnian, majordomus Tanaka i lokaj Wonsz.
„Musiałbym zniżyć się do poziomu tego osobnika, aby wyrazić moją opinię o nim”

Sebastian Michaelis
Tajemniczy i kompetentny w każdej dziedzinie kamerdyner służący hrabiemu Phantomhive’owi. Twierdzi, że jest demonem z piekła, ale tak naprawdę pochodzi z planety Melmac. Emocjonalny pasożyt i karierowicz. Ma obsesję na punkcie kotów. Gra w Pantheon: Glorious Regalia postacią cat_luver_demon.
„Jestem tylko diabelnie dobrym kamerdynerem”

Inkubator „Kyuubey”
Przybysz z planety Melmac, żywiący się bólem i zgryzotami rozchwianych emocjonalnie gimnazjalistek. Makiaweliczny intrygant nie liczący z nikim i z niczym. Twierdzi, że wszystko, co robi, robi dla dobra Wszechświata. Przybiera postać małego, puszystego zwierzątka, żeby wzbudzać zaufanie nastoletnich dziewczynek, ale tak naprawdę jest długowłosym mrocznym biszonenem z kocimi uszami.
„To tak nie działa, ty mały gnojku”

Józef Piłsudski
Naczelnik i marszałek. Jego mózg został za życia wyjęty z czaszki i zakonserwowany w słoiku, co pozwoliło przywrócić go do życia w czasach Kryształowego Tokio. Zależy mu wyłącznie na odzyskaniu niepodległości przez Polskę i jest gotów posunąć się do wszystkiego, żeby osiągnąć ten cel.
„Pie*del, serdel, burdel”

REVO
Owiany aurą tajemnicy władca Królestwa Horyzontu. Najwybitniejszy kompozytor wszechczasów. Mistyczny, genialny byt zaginający czasoprzestrzeń i generujący potężne energie. Żywi się łzami swoich poddanych (Lauranci). Utożsamiany z mityczną syreną, której słodki śpiew prowadzi ludzi ku zatraceniu. Emitowane przez niego fluktuacje, nazywane oddziaływaniami revoidalnymi, zostały odkryte przez Keisukego Mizuno i należą do głównych sił Wszechświata, obok oddziaływań grawitacyjnych, elektromagnetycznych oraz słabych i silnych oddziaływań jądrowych. Nie mylić z R.E.V.O.
„Wszystkie interpretacje są właściwe”

Levi
Postać kultowa. Kapral Armii Ludzkości walczącej z olbrzymami-ludojadami w niezidentyfikowanej Roman. Znany z niskiego wzrostu i karykaturalnego umiłowania czystości. Największy idol Toshiego Hino.
„Ja się nie zajmuję takimi pierdołami”

Eren Jäger
Szeregowy pogromca olbrzymów, ziejący nienawiścią i żądzą zemsty. Nikt nie traktuje go poważnie, a już najmniej poważnie traktują go Lauranci, którzy uważają, że jest słodki i uroczy, ale jednocześnie pragną wykorzystać go do stworzenia superpotężnej broni napędzanej pragnieniem zemsty.
„To my jesteśmy łowcami!”

Momohito
Cesarz Japonii w czasach Kryształowego Tokio. Jest oficjalną głową ortodoksyjnego odłamu sinto i potomkiem słonecznej bogini Amaterasu, starszej siostry Mistrza Tvardowskiego. Ma 13 lat i uważa, że bycie cesarzem jest super zabawą. Obiekt czci kultystów Słońca i rojalistów dążących do przywrócenia realnej i symbolicznej władzy cesarskiej. W tajemnicy przed Urzędem d.s. Dworu Cesarskiego gra w Pantheon: Glorious Regalia postacią xxBungo2005xx.
„Uważam, że ta piosenka jest bardzo dobra”

Hozoro
Cesarzowa Japonii, żona Momohito, jest o 10 lat starsza od niego. W czasach Srebrnego Millenium była drugą żoną króla Jędrzeja i macochą Cecylii, a zarazem ciotką Liselle. Znana też jako królowa Demeter.
„Nie sądzę, aby informowanie cesarza było w tym wypadku konieczne”
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group